Saturday, July 13, 2019

Galloway Nag - article by Miriam Bibby

Salvete Omnes,
a short entry on horse history from the British Isles:
I would like to point your attention to this horse history article by   Miriam Bibby, a historian and equestrian and also a friend,  posted this article on her academia site:
From North to South: the Galloway Nag as an Elite Gift in the 16 th Century.
and I would like to post a quote from a historic work of Willima Youatt:
From Youatt (1898)-p103-4

Dr. Anderson thus describes the galloway : — 
'There was once a breed 
of small elegant horses in Scotland, similar to those of Iceland 
and Sweden, and which were known by the name of galloways; 
the best of which sometimes reached the height of fourteen 
hands and a half. One of this description I possessed, it 
having been bought for my use when a boy. 
 
In point of elegance of shape it was a perfect picture; 
and in disposition was gentle and compliant.
 
It moved almost with a wish, and never tired. 
 
I rode this little creature for twenty-five years,
and twice in that time I rode a hundred and fifty miles 
at a stretch, without stopping, except to bait, 
and that not for above an hour at a time. It came 
in at the last stage with as much ease and alacrity as 
it travelled the first, 1 could have undertaken to have
performed on this beast, when it was in its prime, 
sixty miles a day fora twelvemonth running, 
without any extra- ordinary exertion.' 
Icelandic horses with hay

Valete!

Saturday, July 6, 2019

E-codices Illustrated Chronicle by Diebold Schilling of Lucerne

Salvete Omnes,
quick post:
e-codices portal allows for viewing, downloading and manipulating this extraordinary book from circa 1513AD, from Luzern (Lucerne), Swiss Confederation (today Switzerland) - Chronicle by Diebold Schilling of Lucerne.
Presented to the city of Luzern by its author Diebold Schilling the Younger (although clearly there were two painters doing the illuminations) they say that the chronicle remains unfinished. (I have not tried to read it at all).
This chronicle starts with the battle of Sempach and ends right before the coming of Reformation.

I perused the folio yesterday - more than 600 pages, over half of them with illuminations, and corralled for you and I some images that in my opinion contain so,me interesting images of saddles (including a saddle for driving ), horse tack, various horse types, mules and pack driving etc. This is but an entry into the rich iconographic treasure this chronicle is for many a student of late Medieval Central Europe.
 
 

 
 









 
nota bene the chronicle contains many images of tents, chivalry combat, combat, rapine and pillaging, traveling, farming and architecture. The illuminators show various types of arms, variety of armour, and coats of arms of the period.

eg tents




Valete!

Friday, July 5, 2019

Kluszyn 1610 - list hetmanski do JKM Zygmunta

Salvete Omnes,
[in Polish]
list hetmana Stanisława Żółkiewskiego do JKM Zygmunta III



 
Najjaśniejszy Miłościwy Panie, panie nasz miłościwy!
Uniżone służby moje zaleciwszy miłościwej łasce Waszej Królewskiej Mości pana mego miłościwego. Iż nie tak często do Waszej Królewskiej Mości piszę, dając znać co się tu dzieje, przyczyny są, najprzód iż posłańcom nie jest trakt bezpieczny dla rozboju; druga przyczyna, że póki rzeczy są na wadze, zawżdy się żywię w oczekiwaniu; rzeczy niepewnych, spodziewanych nie chcę do Waszej Królewskiej Mości pisać. Oznajmiłem Wasza królewska Mość, jakom przyszedł tu pod ten hrodek i pod to wojsko nieprzyjacielskie, które w nim jest. Więc że oczekiwanie ich było na ratunek odsieczy, której się spodziewali od kniazia Dymitra Iwanowicza Szujskiego, ile jedno sposobów stawało, ścisnąłem ich tak, że też grodki wokoło ich stawiając, strażami pilnymi osadzając, nigdzie się im wychylić nie dopuszczając, żywności, pasze koniom broniąc. Posyłałem też ustawicznie posyłki ku Możajsku, wywiadując się o Kniaziu Dymitrze, więc i przez szpiegi starałem się o wiadomość. Ale krótko przyjdzie mi do Waszej Królewskiej Mości pisać, opuszczając siła, bo będąc ustawicznie zabawiony, niewiele mi czasu zostaje do pisania listu, i Waszej Królewskiej Mości pana mego mego nie chcę utęsknić czytaniem długiego listu. Użyłem jednak p. Domarackiego podstolego lwowskiego, żeby particularia quoque wypisał do Jego Mości podkomorzego koronnego. Suma rzeczy taka jest: 3 Julii godzin dwie albo trzy na dzień, wziąłem wiadomość, że kniaź Dymitr Szujski ruszywszy się z Możajska w ośmiu mil ode mnie nocował, z piątku na sobotę, zgromadziwszy do siebie wszystkie siły i moskiewskie i cudzoziemskie, co ich jedno mieć mógł, i mając wojska cudzoziemskiego z Jakobem Pontussonem De la Gardie i z Evertem Hornem więcej, niźli pięć tysięcy dobrze zbrojnych, i jako się potem w potrzebie pokazało, dobrych rezolutów, moskiewskich ludzi przeszło trzydzieści tysięcy: niemało było ludzi znacznych, wojewodów: Andriej Golicyn, Daniło Mezecki, Jakow Boratyński, Wasili Buturlin i inszych, spodziewając się tymi siłami znieść wojsko Waszej Królewskiej Mości, a tymże wojskiem przemyśliwając odsiecz dać Smoleńskowi. Zarazem wezwałem do siebie panów pułkowników i rotmistrzów wojska Waszej Królewskiej Mości, z wielu wielkich i ważnych przyczyn zdało mi się nieprzyjaciela nie czekać; przyczyn tych nie wypisuję, bo długo by było: ale też patrzyłem ad sextam Julii, wolałem, niżby ten dzień przyszedł, Panu Bogu się poruczywszy tentare fortunam. Zostawiwszy tedy część wojska przy tym hrodku, piechotę wszystką Waszej Królewskiej Mości i kozaków, expedito exercitu, bez wozów tegoż dnia, to jest 3 Julii nad wieczorem ruszyłem się ku Kłuszynu, gdziem się spodziewał zastać wojsko nieprzyjacielskie, od obozu naszego jakby we czterech mil, i szedłem na całą noc. Na rozświcie przednia straż ex fremitu castrorum postrzegła wojsko nieprzyjacielskie, które przybliżało się było dalej do nas pominąwszy Kłuszyn. Przyszliśmy niespodziewanie na nieprzyjaciela, nie miał o nas przestrogi, ani wiadomości nijakiej, jeszcze byśmy ich podobno na posłaniu zastali, ale iż przez złość i ciasność drogi wojsko nie mogło się pospieszyć, przyszło mi godzinę i dalej poczekać, że się wojsko ze złej drogi wybiło, a w tym też nieprzyjaciel się ocknął, i postrzegła nas straż; przyszło nam jeszcze przed słońca wschodem dnia wczorajszego 4 Julii zwieść z nimi potrzebę. Na wielkiej nam było pomocy, że nieprzyjaciela wzięła trwoga z nastąpienia naszego im niespodziewanego, bo wszystkich nas przez małość naszą lekceważyli, a tym mniej tego się spodziewali, żebyśmy mieli i bródek tuteczny sufficienter osadzić, i żebyśmy mieli tyle serca mieć, na nich się rzucić. Stawili się nam zrazu, zwłaszcza cudzoziemcy Francuzowie zbrojni dosyć dobrze, jako się godzi ludziom rycerskim, trwała bitwa ancipite Marte najmniej trzy godziny, co dzisiejszego wieku dziw jest: bo się bitwy impetem tylko odprawują, że trudno było sądzić czyja wygrana. Zdarzył Pan Bóg z miłosierdzia swego, po tak wielu się obracaniach i ich i naszych, że dzielność i męstwo rycerstwa Waszej Królewskiej Mości przemogło nieprzyjaciela, najprzód Moskwa a potem i cudzoziemcy jęli uciekać. Na cudzoziemcach konnych wjechali żołnierze Waszej Królewskiej Mości w ich obóz bijąc, siekąc tak , iż ich i z obozu pędzili w las. Piechota jednak cudzoziemska stała w ordynku przy fortelu, przy lesie: trudno było na nią natrzeć konnym. Piechoty też niebyło ze sto mojej, i pana starosty chmielnickiego, bośmy drugich przy obozie musieli zostawić, i nie było sposobu tych ludzi zrazić. Było przy tym kilka kompanii francuskich konnych; zbrojnych, ale starsi ich Pontusson i Evert Horn w onym pierwszym zapędzie pouciekali. Monsieur de la Ville, chory został był w Pohoryłoj , tak iż żadnego starszego prawie nie było przy nich. Moskiewscy też wojewodowie Golicyn i insi pouciekali. Sam Dymitr Iwanowicz Szujski został w horodku, który jednej że nocy był zbudował. Ten gródek i obóz jego łączył się z obozem cudzoziemskich ludzi. Zegnawszy wojsko nieprzyjacielskie z pola, jąłem rozmyślać jakoby się zwycięstwo skuteczne nad nieprzyjacielem, za pomocą boża, otrzymać mogło. Skoro się: ludzie z pogoni wrócili, chciałem znowu kazać natrzeć na obóz cudzoziemski, a w tym jęli się przedawać Francuzowie po dwu po trzech; ciż uczynili mi nadzieję, że i drudzy chcą się zdać na łaskę Waszej Królewskiej Mości, wdałem się tedy z nimi w traktaty. A w tym Pontusson i Evert Horn z lasu, do którego uszli byli, wrócili się znowu do swego obozu, i by byli mogli, radzi by byli rozerwali te traktaty; ale żołnierze nie chcieli, bo widząc że Moskwa pouciekała, ich też dobrze nabito, życzyli sobie z nami zgody. Dymitr Szujski rad by też był zerwać te traktaty, z obietnicami niesłychanymi posyłał do Everta Horna do tejże umowy, która taka była: żeby przy zdrowiu i przy wszystkim swoim cali zostawali; którzy by chcieli zaciągnąć się na służbę Waszej Królewskiej Mości, że im to ma być wolno; którzy by też chcieli iść do swoich krajów, że maja być swobodnie przepuszczeni; a przysięgę i upewnienie daniem ręki kapitanowie swym i ich imieniem uczynili: że przeciw Waszej Królewskiej Mości zwłaszcza w Moskwie nie ma z nich nikt broni podnosić. Dymitr Szujski postrzegłszy, że ze mną oń cudzoziemcy traktują (było ich kilka tysięcy), w las, który bliski był, nie doczekawszy końca traktatów, z onego gródka, w którym się był okopał i obostrwożył z ostatkiem ludzi moskiewskich, co się przy nim byli zatrzymali, jął wielkim gwałtem uciekać, nasi też gonić. Drudzy do obozu jego z cudzoziemcami też wpadli, który obóz wielki był i dostateczny, i jego własna kareta i insze wozy zostały, którego szablę, szyszak, buławę wzięto. W pogoni, jako to zwykło bywać, najwięcej ich poginęło. Powiedział mi pan Sałtykow, że widział zabitego Jakowa Boratyńskiego. Wasilij Buturlin pojman, i jeden diak rozradny: Jaków Dzienudow, który świeżo był z Moskwy pieniądze cudzoziemcom przyniósł: jakoż w sobotę, która poprzedziła potrzebę, dziesięć tysięcy rubli gotowych pieniędzmi dał, a oprócz tego dwadzieścia tysięcy rubli w sobolach i w suknach przyniósł, ale oprócz pieniędzy jeszcze byli tych fantów nie brali, nasi je pobrali u Szujskiego w obozie. Jakoż pacholikowie, Pohrebiszczanie, co to tego pilnowali, mają wielka zdobycz. Żołnierze Waszej Królewskiej Mości szkodę odnieśli wielką i w samych sobie i w koniach, i koniecznie potrzebują Waszej Królewskiej Mości łaski poratowaniem pieniędzmi do tego aby się mogli pokrzepić. Nie mianuję na ten czas nikogo, jako kto sobie poczynał przy tej służbie Waszej Królewskiej Mości; bo i tak chociaż się spodziewałem poczynając pisać, że miał być list krótki, przyszło przedłużyć; atoli o wszystkich nie tylko ja, ale rzecz sama daje świadectwo, że sobie mężnie, jako się godzi cnym rycerskim ludziom, poczynali przy tej służbie Waszej Królewskiej Mości; pewienem że Wasza Królewska Mość raczysz to od nich miłościwie przyjąć. Falkonetów przy tym wojsku było jedenaście, ale mnie ich nie doszło rąk, jedno siedem, i tem z pracą przyniósł, bom niemiał czym pociągnąć, insze są tu gdzieś między panami rotmistrzami; chorągwi z kilkadziesiąt, też Buturlinowa, który przodek wojska wiódł, jest i samego Szujskiego najprzedniejsza chorągiew adamaszkowa ze złotem. Raczyłeś Wasza Królewska Mość do mnie pisać, żebyć pana Iwana Sałtykowa odesłał do Waszej Królewskiej Mości; widzę, że to stąd poszło, że jego pan ojciec rozumie go być szkodliwie rannym, ale on zdrów jest, był i teraz ze mną w tej potrzebie, i dobrze się Waszej Królewskiej Mości zasługował, także insi panowie; bojarowie moskiewscy, którzy na ten czas tu byli. Nic innego na ten czas tylko swe służby Waszej Królewskiej Mości zasyłam.
Dan w obozie w Cariowo Zajmiszcze 5 Juiii 1610.



Valete

Thursday, July 4, 2019

Kluszyn 1610 - opis hetmanski

Salvete Omnes,
[in Polish]

bitwa kłuszyńska piórem pana hetmana Stanisława Żółkiewskiego:
 
POCZĄTEK I PROGRES

WOJNY MOSKIEWSKIEJ

ZA PANOWANIA KRÓLA JMCI ZYGMUNTA III
ZA REGIMENTU JMCI PANA STANISŁAWA
ŻÓŁKIEWSKIEGO
WOJEWODY KIJOWSKIEGO, HETMANA POLNEGO KOR.


[..]wziął pan hetman sprawę i od języków i od Francuzów o zbliżeniu się wojska nieprzyjacielskiego, zwołał wszystkie rycerstwo do rady. Tamże przełożywszy o wiadomościach, jakie były, że już wojsko jedno we czterech milach nieprzyjacielskie u Kłuszyna, proponował, coby było lepszego, jeśli zostawiwszy przy oblężeniu grodka część wojska, przebrawszy się, potkać nieprzyjaciela w drodze, czyli go na miejscu czekać?
 Były różne sentencye, jako to bywa. Bo jedni patrząc na małość wojska naszego, że nie było czego dzielić, uważali: żeby w małości rozdwojonych, nieprzyjaciel nas nie pożył; więc za odejściem wojska naszego, żeby ci co w grodku, poczuwszy o tym, na obóz, rozumiejąc, że w nim słabe praesidium[203], nie uderzyli. Było ich jednak nie mało, którzy rozumieli: obóz osadziwszy jako być może, potkać w drodze nieprzyjaciela; gdyż przypuściwszy go blisko, możeby bitwy nie zwodząc, grodkami, jako czynili u Aleksandrowej Słobody, u Trojce, u Dymitrowa, ściskając, żywności bronić, tak broni nie dobywając, łacnoby nas zwalczyli.
 Pan hetman nie konkludując ani na tę, ani na owę stronę, wziął sobie na dalszy rozmysł. Rozkazał jednak, że gdyby było rozkazano do ruszenia się, żeby gotowi byli. Bo acz miał już u siebie za rzecz zawartą potkać w drodze nieprzyjaciela, zwłoczył jednak, póki stawało czasu, odkryć się z tym, a to żeby i do wojska kniazia Szujskiego i do Wołujewa zdrajca jaki (a Moskwy, której było w obozie niemało, najbardziej się strzegł), nie ostrzegli i nie dali znać. Aż godzina przed ruszeniem, nie trąbiąc, ani bijąc w bębny, obesłał, aby się ruszyło wojsko porządkiem takim, jaki do pułkowników na pismie był rozesłany; gdyż z uderzenia bębnów łacnoby się był Wołujew o ruszeniu dorozumiał.
 Z tych wszystkich, którzy byli in conspectu[204] grodka, nikt się nie ruszył, strzegąc się wszelakiego podobieństwa dać[205] nieprzyjacielowi. Panu Jakóbowi Bobowskiemu rotmistrzowi, zostawiwszy przy nim siedemset jazdy, piechotę króla jegomości, co jej było, kozaków dwa pułki, obóz i oblężenie grodka poruczył. A sam dwie godziny przed zachodem słońca silenti agmine[206] z wojskiem, jako do boju się ruszył. Nocy o tym czasie bardzo małe bywają. Szliśmy na całą noc o cztery one mile lasem. Droga była nie dobra. Przyszliśmy jednak nad wojsko nieprzyjacielskie, jeszcze nie poczynało świtać. Nieprzyjaciel z małości wojska naszego lekce nas ważył i nie mniej się nie spodziewał jako tego, iżbyśmy tyli mieli śmiałości o tak wielką potęgę się kusić i owszem byli tej nadziei, żeśmy mieli uciekać, nie czekając u Carowa. Z wieczora Pontus, będąc na czci u kniazia Dymitra Szujskiego, biorąc pieniądze, bo tego dnia dawano im półczwarta kroć stotysięcy złotych, przechwalał się wspominając: »Gdym był na Wolmierzu[207] z Karolusowymi wzięty, dał mi był hetman szubę rysią, mam ja też teraz dla niego sobolą, co mu oddaruję«, — tusząc sobie pana hetmana pojmać.
 Zatym też, iż nas sobie lekce ważyli, nie strzegli się nas. Śpiących zastaliśmy. Gdyby było wszystko wojsko nasze nadścigło, zbudzilibyśmy ich byli nieubranych, ale nie mogło się rychło z onego lasu wybrać. Dwa falkonety[208] wziął był z sobą pan hetman, te zawaliły drogę, że się wojsko przed niemi nie mogło dobyć. Była i druga przeszkoda, żeśmy zaraz na nich nie uderzyli. Przez pole wszystko, którędy było iść ku obozowi nieprzyjacielskiemu, płoty były poprzek pogrodzone i między temi płoty były dwie wioski. Przyszło tedy oczekiwać nastąpienia wojska, one płoty łamać. I one wioski, iż były w posrzodku pola, obawiając się, żeby nieprzyjaciel z ruśnicznymi ludźmi, których tak wiele miał, nie osadził i nas z za płotów nie psował, kazał je pan hetman zapalić. I dopiero się nieprzyjaciel ocknął. Aż i Moskwa i cudzoziemski żołnierz, nie wiedząc przyczyny, dla czego się tak odwlokło, przyczytują to wielkości[209] zmysłu pana hetmana, że mogąc ich bić śpiących, nie chciał i znak im czasu dał do zgotowania się. Ale by nie przyczyny wyżej wspomnione, podobno by ich ta odwłoka nie potkała.
 Tymczasem, zaczym insze wojsko nasze nadeszło, pułk pana Zborowskiego, który szedł przodem, stanął w sprawie[210] na prawym skrzydle. Nastąpił potym pułk pana Strusia, starosty chmielnickiego, który stanął na lewym skrzydle. Pułk pana Kazanowskiego i pana Ludwika Wajherów, nad którym był pan Samuel Dunikowski, stanął w pobocznych i posiłecznych bufach prawego skrzydła; pułk pana hetmana, nad którym był książę Janusz Porycki[211], na lewej stronie, także w pobocznych i posiłecznych hufach stanął. W siekanych hufach propter omnes casus[212] stały niektóre roty, jakoby w pośrodku. I tam i sam pan hetman pilnował. Było też kozactwa levis armaturae[213] ze czterysta. Pohrebiszczany je zwano, iż z Pohrebiszcz, majętności książąt Zbaraskich, było ich w tej kupie najwięcej; był starszym nad nimi pan Piaskowski. Tym pan hetman kazał stanąć przy chróście, jakoby na boku lewego skrzydła. Falkonety one dwa i z chorągwią pieszą pana i hetmana jeszcze były nie przybyły.
 Gdy już tak wojsko stanęło w sprawie, objeżdżając pan hetman od hufu do hufu, animował[214] swoich, ukazując, jako necessitas in loco, spes in virtute, salus in victoria[215], i kazał uderzyć w bębny, w trąby do potkania.
 Nieprzyjaciel też już był stanął w sprawie. Wojsko cudzoziemskie Szwedów, jako się liczyli i brali pieniądze na dziesięć tysięcy jezdnych i pieszych, ale w podobieństwie nad ośm tysięcy coś ich mogło być, ci wzięli prawą rękę; a moskiewskie wojsko lewą, którego, jako sam powiadał kniaź Dymitr Szujski, było więcej niźli czterdzieści tysięcy jezdnych i pieszych.
 Płot był między nami długi, jako się wyżej wspomniało. Dziury jednak były w onym płocie, tak, iż nam, gdyśmy do nich na potkania szli, przyszło onemi dziurami wypadać. Na wielkiej nam przeszkodzie był płot; bo i Pontus przy onym płocie postawił piechotę, która naszych onemi dziurami wypadających i odwracających bardzo psowała. Trwała długo bitwa, bo i nasi się i oni, zwłaszcza cudzoziemcy, poprawowali. Naszym, którzy na moskiewskie hufy przyszli, łacniejsza była sprawa, bo Moskwa nie strzymała razu, jęli uciekać, nasi gonić. W tym też one falkoneciki z trochą piechoty przyszły, i bardzo potrzebie dogodziły. Bo do onych Niemców pieszych, którzy przy płocie stali, wygodzili puszkarze z działek, i piechota, choć ich trocha, ale ochrostani[216] i w wielu potrzebach bywali, skoczyli do nich i upadło zaraz między Niemcy kilku z działek, z rusznic-li postrzelanych. Wystrzelili i Niemcy do nich i zabili pana hetmanowych dwoch, trzech-li. Ale widząc, że ochotnie do nich idą, jęli Niemcy od płotu uciekać do lasu, który tam był niedaleko. Francuzowie i Anglikowie jezdni przecie z naszemi rotami w polu, co raz jedni drugich posilając, czynili. Aż kiedy już nie stało onych Niemców pieszych, którzy przy płocie nam byli na przeszkodzie, skupiwszy się kilka rot naszych, uderzyli w onę jazdę cudzoziemską kopijmi, kto jeszcze miał, pałaszami, koncerzami. Oni też destituti praesidio[217] ludzi moskiewskich i onej piechoty, nie mogli się oprzeć, jęli w swój obóz uciekać. Ale i tam nasi na nich wjechali, bijąc, siekąc, pędzili ich przez ich obóz własny. Wtenczas Pontus i Horn pouciekali. Zostało było jeszcze do trzech tysięcy albo i lepiej tych cudzoziemców. Stali w kraju przy lesie. Pan hetman jął rozmyślać, jakoby ich z tego fortelu ruszyć. Lecz oni nie mając już starszych, widząc też, że Moskwa pouciekała, coś trochę jeszcze w wiosce, która była przy obozie kniazia Dymitrowym obostrożona[218], bawiło się ich, a i sam kniaź Dymitr tamże był. Chcąc tedy owi cudzoziemcy o zdrowiu swym radzić, wysłali do pana hetmana, prosząc rokowania. Pan hetman też widząc rzeczy pełne trudności, że ich było niełacno od onego chróstu ao odrazić, pozwolił. Stanęło na tym, że się dali dobrowolnie. Wielka część obiecali się addicere stipendiis[219] króla jegomości, a wszyscy przysięgli i daniem ręki od przedniejszych kapitanów, a potym i pismem utwierdzili, że nigdy w Moskwie przeciwko królowi jegomości służyć nie mają. Pan hetman im też obiecał przy zdrowiu i majętnościach ich zachować, i którzyby służyć nie chcieli, wolne przejście do ojczyzny u króla jegomości otrzymać.
 Interim[220] gdy się te traktaty dzieją, kniaź Andrzej Galiczyn i kniaź Daniło Mezecki, którzy byli z bitwy w lasy pouciekali, okolno, że nasi ich zajść nie mogli, w kilkaset koni przybiegli znowu do onej wioski obostrożonej, w której, jako się wspomniało, został się jeszcze był sam kniaź Dymitr. I Pontus i Horn z niemi się też wrócili. I snadź radby był Pontus onę umowę rozerwał, ale żołnierze dzierżyli się jej mocno. Kniaź Dymitr i kniaź Galiczyn widząc (bo to było in conspectu[221]), że się cudzoziemcy z panem hetmanem zsyłają, jęli tyłem onej wioski przez swój obóz, który za wsią był, gwałtownie ku lasowi uciekać, co najkosztowniejsze rzeczy, kubki, czary srebrne, szaty, sobole rozłożywszy na widoku w obozie swym. Rzucili się nasi w pogoń, ale mało ich goniło. Padli w obozie na łupie onym, bo też to Moskwa na to uczyniła, żeby naszych od gonienia zabawili. Gdyśmy do nieprzyjaciela szli, tylko działka, a samego pana hetmana karytka była; nazad się wracając, było wozów, kolas ledwie nie więcej niźli nas. Bo zaprzężone stały moskiewskie kolasy, które nasi naładowawszy łupami wieźli, i w onym złym lesie nawięzło ich gwałt, że jeździe mijać ich z trudnością przychodziło; gdy pan hetman obawiając się, żeby co niebezpiecznego na obóz od Wołujewa w niebytności jego nie padło, kwapił się, i tegoż dnia zaraz do obozu się wrócił.
Kniaź Dymitr, choć nie wiele ich za nim goniło, uciekał potężnie. Na błocie konia, na którym siedział, i obuwia zbył. Boso na lichej chłopskiej szkapinie pod Możajsk do monastera przyjechał. Tamże konia i obuwia dostawszy, nic się nie obawiając[222], do Moskwy jechał. Możajszczanom, którzy do niego byli przyszli, rozkazał, żeby łaski i miłosierdzia u zwycięzcy prosili, gdyż obronić się sposobu nie mieli. Jakoż tedy Możajszczanie wyprawili do pana hetmana swym, i kilku inszych zamków: Borysowa, Werehi, Buzy imieniem, poddaństwo ofiarując.
 Bitwa ta trafiła się na dzień 4 lipca. Zginęło cudzoziemców do dwunastuset człowieka, Moskwy najwięcej w pogoni po różnych miejscach. I w naszych też nie było bez szkody. Zabit rotmistrz pan Lanckoroński[223], towarzyszów samych lepiej niżeli przez sto, oprócz pacholików, koni pocztowych; oprócz tych, co się wyleczyło, więcej niż czterysta zabito.''


Valete
ps
z wiki źródła...

Happy Day - the 4th

Salvete Omnes,
let the images speak :


good day for anniversaries -
Kluszyn Battle - 4th of July 1610 - winged hussars amazing victory against the Muscovite army.
vivat hetman Stanisław Żółkiewski






















and
Happy 4th of July



 

 

 












 


 
 

 
 
 
valete

Sunday, June 30, 2019

Rzad konski Kawalerii Narodowej AD 1791

Salvete Omnes,
[in Polish]
gwoli wstępu:

ostatnio malowałem kawalerzystę epoki Insurekcji Kościuszkowskiej dla Infort Editions* -
a jazda liniowa epoki panowania zającem podszytego Stanisława Augusta herbu Ciołek to formacji nazwana Kawaleria Narodowa, która stalą się ta formacją poprzez amalgamat chorągwi husarii i pancernych(i petyhorskich w WKL)  zgromadzonych w tzw 'partiach' w Koronie i na Litwie i tworzenie z nich brygad jazdy AD 1775-6.
W Koronie numerem jeden była oznaczona  Brygada I zwana Wielkopolską o której jest artykuł na stronie Arsenału. W Wielkim Księstwie Litewskim pierwsza była
Brygada I zwana Kowieńską brygadą Kawalerii Narodowej. 

Wielki badacz polskiej wojskowości imć pan Bronisław Gembarzewski napisał pracę pt- Rodowody pułków polskich i oddziałów równorzędnych od r. 1717 do r. 1831, gdzie można sobie postudiować historię Kawalerii Narodowej do 1794 roku.


Ponieważ na blogu interesuje mnie przede wszystkim sprawa końska, ergo poniżej przytaczam fragment* za
imć panem Konstantym Górskim, Historya Jazdy Polskiej 
 
'' W marcu roku 1791r wyszedł następujący przepis końskiego ekwipażu [rzędu i osiodłania] dla towarzysza i szeregowego:

''UŹDZIENICA razem z tręzlą, z 3 kółkami i podgardlem na sprzążkę przypiętem. Kółko przy cuglach z werblikiem dla włożenia w kółko uździenicy.

MUNSZTUK z 2 sprzączkami u góry z nagłówkiem, przez który przechodzi pasek z łańcuszkiem do kuplowania koni; ten łańcuszek jest na lewej stronie i zapina się w kółko na prawej stronie będące. Powyżej sprzączki a niżej kółka tego jest na prawej stronie rzemień, który przypada koniowi przez chrapy, pod widełka i zapina się na sprzążkę z lewej strony. Pasek wspomniany do kuplowania służący, gdy konie nie są kuplowane, aby nie wisiał przypina się maleńka szlufką przy średniej sprzążce lewej strony.

PODPIERSIEŃ z jedną różyczką większa w środku, gdzie dawniej był orzeł 2 mniejszych różyczek jednej i z drugiej strony jak się olstra kończą. Ten podpiersień obejmuje kule przednią i na lewej stronie zapina się na sprzączkę. Przy tym podpiersieniu są 2 kółka rzemienne z jednej i drugiej strony, w które olstra się zakładają i one utrzymują. Przy tych kółkach są pokrywy ze sprzączkami do przytroczenia płaszcza. Od zwyż wspomnianej większej różyczki idzie rzemień czyli wytok ze sprzążką do przykrócenia lub podłużania który pod brzuchem konia wchodzi w trok. Na przedniej kuli zwierzchu antabka ze rzemykiem do przytroczenia płaszcza w samym środku.

PODOGONIE z trzema różyczkami rzemiennymi z których 2 mniejsze przy ogonie a jedna większa na krzyżu końskim przypada. Całe podogonie przypina się dwoma sprzążkami w tyle kulbaki.

SIODłO zwyczajne, z dwoma kulami, potebinkami i wysłaniem w samem siedzeniu, na bokach olstra zawieszone na antabkach dwóch skórzanych przy olstrach a jednej żelaznej przy siodle pokrymem na sprzążkę przypięte.
Z tylu kulbaki 3 antabki żelazne, do trzech pokrymow t.j. jeden na lewej stronie drugi w środku pod kula,trzeci na prawej stronie, Wszystkie trzy potrzebne do utrzymania mantelzaka i furaźnej torby[..].


MITUG [sukienny] towarzysza dawnym kształtem i kolorem z tą tylko odmianą że bez orłów i pogoni i frędzli być powinien.
 
MITUG unteroficerski, trębacza i szeregowego z futra czarnego baraniego w koło na cali 4 sukno czyli wypustka koloru
kraprotowego a kolo niego na 2 cale szeroka wypustka granatowa. Ten mitug przykrywa sobą mantelzak, ażeby zaś dobrze lezal, katy boczne tego mituga wchodzą na denko mantelzaka bez żadnego przerznięcia w kule siodłową, przydziury na folge do przypięcia karabina. Figura tego czapraka jest okrągła podługowata na przedzie ostrzej a z tylu szerzej trochę.
MANTELZAK
z sukna kraprotowego 30 cali przy denku na szwie wypustka granatowa przy nim guzików 6 do zapinania. Pod mantelzakiem przychodzi furaźna torba płócienna 32 cali, z obu stron zaszyta  i tylko pośrodku otwarta, be żadnego zapięcia. [..]

TORBA płócienna druga na siano dla konia[...].''

maly szkic w Krita, GIMP i MyPaint


 Valete!
* dzięki mości Piotr Zalewski - rekonstruktor kawalerii epoki stanisławowskiej i niebawem doktor nauk humanistycznych (obrona 4 lipca 2019) - za pomoc i konsultacje w temacie.
ps
w tekście historycznym zachowana orginalna ortografia

Saturday, June 29, 2019

Il soldato a cavallo - images from 1708 AD

Salvete omnes,
a quick entry on this sunny day(well , to be, still early morning):
this early, 1708 AD, Italian treaty on the cavalry of the period - Il soldato a cavallo, ovvero, Trattato militaire del servizio attuale della cavalleria - and some very interesting engravings contained therein. Written by Carlo Alessandro de Rougeterre (castellano della fortezza di Siena  & sergente maggiore dicavalleria comandante dei carabinieri nello Stato di Siena  ), engraved by Vincent Hubert, publishedin from Siena; the book was dedicated to the grand duke of Tuscany - Gian Gastone de'Medici.



front page:


 
some closeups
 
a kettledrummer and trumpeter




 

camp

fodder gathering

 officers' tents
 
valete

Thursday, June 27, 2019

OD BŁONIA DO TERESPOLA - new cover

Salvete Omnes,
a quick post- new book cover


I digitally - using Krita, MyPaint and GIMP-  painted this illustration for the cover of a new book published by Infort Edition from Poland.
Titled 'OD BŁONIA DO TERESPOLA. Działania dywizji generała Karola Sierakowskiego w insurekcji kościuszkowskiej 1794' (,From Błonie to Terespol. Actions of the general Karol Sierakowski's division during the Kosciuszko Insurrection 1794'). Authored by Miron Kosowski, this work constitutes a part of the author's scheme to cover various important but less-known or studied battles of the Kosciuszko Insurrection. For example his previous work , on the Chełm battle, was reviewed here by dr. Maciej Trabski.

The cavalryman depicted here might have belonged to one of the numerous but lesser known cavalry regiments and companies that had been organized alongside the Polish regular army cavalry regiments during the Insurrection. The uniform and equipment are only conjectural and come from general depiction in the period sources. 
This lancer is using a simplified Old Polish military saddle, akin to the Hungarian saddle of the XVIII and XIX centuries, and a similar horse bridle with a curb-bit.
The book [in Polish] can be had here.

Valete!

Monday, June 24, 2019

Upton the Uhlan & Arabians, Barbs and Turks in the English Blood Horse

Salvete Omnes,
 
a quick entry-
long time ago an Uhlan from Her Majesty Cavalry Roger D. Upton (1827-81AD) wrote a book titled:
Newmarket & Arabia - examining imported  racers and courses used to create the fabulous English Thoroughbred, and this fine book is available 'libre; at the Archive - world's best library.
 
eg list of 'Oriental' horses used in the English Blood horse breeding from the time of king James until 1800AD (according to major Upton):
 
 


We will return to our Uhlan in the future, as he did more of riding and writing on the Arabian horse.
Valete