Tuesday, August 4, 2015

Saint Martin from Colmar

Salve,
today we will travel back to the European Medieval equestrian imagery, this time from the Gothic period of the Medieval art.  Namely, the Saint Martin de Tours Collegiate Roman Catholic church at Colmar, Alsace region of France, has some amazing art that has survived the upheavals of history,  including the barbarian period of the French Revolution and destruction caused by those son of liberty and progress... It used to be the home of this amazing Northern Gothic painting by the Colmar native, Martin Schongauer, called Madonna in the Rose Garden - a bit more here. But now it can be viewed at the Dominican Church .
The western fasade (face of the building) of this Gothic church has a portal, with several lovely horses carved inside the tympanum (the nativity scene, showing the Magi paying homage to Christ etc) and a gable with a mounted figure of Saint Martin de Tours sharing his coat with a beggar.

Firstly, our warrior Saint Martin from the gable. The spirited horse appears to be a riding horse or a palfrey and perhaps a gaited horse (his legs  somewhat indicate this). It is unclear if his bridle has a snaffle bit or a curb-bit, while the breastplate-crouper arrangement is typical for the period (we get some detail as to their attachment to the saddle tree). The rider is using a relaxed, deep seat, with his legs somewhat flexed but extended (sort of a Dom Duarte's variation) and firm in wide-base stirrups. No spur is visible.

The Unterlinden Dominican Convent Museum (famous for the Isenheim Altarpiece)  houses a damaged statue of Saint Martin, sculpted circa AD 1300.

The horses from the tympanum
Interestingly, all three mounts of the Magi have bridles with snaffle bit, while the saddles are typical high arches affairs, with only the breastplate visible, but we get a nice view of a stirrup, and the saddle-skirts as well as the double girth arrangement. Horses have a look of a palfreys and thus are noble riding horses, but not the dextrarius or war horse appearance.
I was there recently, but my own pictures are not adequate so I am using Wiki Commons collections, eg (1)- for which I am grateful.
enjoy
ps
by accident I stumbled upon this unusual or rather bizzare Medieval art artifact - Judensau, prevalent in the Holy Roman Empire and adjacent countries,  that also can be found at Colmar's Saint Martin church - a photo here.

Sunday, August 2, 2015

O Powstaniu Warszawskim - Jozef Mackiewicz


Salve,
mamy kolejna rocznice Powstania Warszawskie AD 1944 ....
Przypomnę wiec artykuł mocarza polskiej publicystki Józefa Mackiewicza z 1947 roku :



Nasze publicystyczno-literackie pamiętnikarstwo wojenne ma w sobie coś z opowieści Gogola „Wij”. Krąg zarysowany kredą święconą, poza który sami sobie nie pozwalamy wykroczyć. Stąd deptanie na miejscu w otoczeniu licznych „tabu”, zamykających umowne horyzonty. W takim kręgu obraca się m.in. temat powstania warszawskiego, który wciąż nie schodzi ze szpalt i prawdopodobnie przez długi czas nie zejdzie. Żadne jednak z ujęć tego tematu nie będzie całkowite, dopóki nie będzie wolno mówić o pewnych sprawach. Tymczasem wszechstronna ocena ostatniej bitwy o Warszawę jako o stolicę suwerennej Polski musi wyjść z założenia właśnie tej suwerenności, tzn. uznania, że najeźdźca sowiecki (jeżeli nawet przyjmiemy, że nie był gorszy) był równy najeźdźcy niemieckiemu. Od czasu do czasu wyrwie się to komuś, ale zazwyczaj odskakuje się od tego prostego stwierdzenia w pląsach i ukłonach, a koniec końców, Bogiem a prawdą, nikt nie dał dokładnej definicji: czy Sowiety są naszym wrogiem, czy wrogiem nie są? Są najeźdźcą, czy nie? Odebrały nam niepodległość, czy nie odebrały? Czy „Kraj” to jest „Polska”, czy tylko obca okupacja? Czy panowie  Mikołajczyk-Bierut-Osóbka-Cyrankiewicz to quislingi, czy też jakieś pośrednie zjawisko: mieszanina „dobrej woli” z agentem NKWD, według fantastycznej recepty rosyjskiego kawału: „smies popa s wiełosipiedom”?
Sytuację tę zrodził sofizmatyczny termin „sojusznik naszych sojuszników”, nadany Związkowi Sowieckiemu jeszcze w r. 1943. Ta nieszczera i dziwaczna definicja mści się na nas do dziś.
Jeżeli natomiast wyjdziemy z założeń prostych, jasnych, ogólnie zrozumiałych i za „dobrych przedwojennych czasów” powszechnie przyjętych, określających mianem wroga każdego, kto najeżdża naszą ojczyznę, to i na powstanie warszawskie będziemy mogli popatrzeć obydwoma oczami, a nie, jak dotychczas, przymrużając jedno dyskretnie.
Na tej fatalnej sytuacji r. 1944 trudno zrozumieć, dlaczego ogół Polaków potępia akcję, której najoczywistszym celem było restytuowanie suwerennej stolicy z suwerennymi władzami i suwerennym wojskiem, wtedy, gdy rzecz ta była łatwa do zrobienia? Jeden wróg odchodził, drugi nadchodził. Pomiędzy tych dwóch wrogów wstawić niepodległy skrawek, ba, centrum Polski! Co w tym było głupiego albo zbrodniczego? Oczywiście, że nic, gdyby sprawę można było jasno postawić. Złożyło się jednak tak, że jeden z wrogów nie tylko odchodził, ale dogorywał. Natomiast tym drugim, który nadchodził, były Sowiety. A zatem ostrze akcji samo przez się skierowane by być musiało przeciwko nim. „Skandal!” „To by nas kompromitowało w oczach demokracji!”… Umówiono się zatem, żeby powstanie przedstawić w innym świetle, i w ten sposób spaczono jego sens od początku do naszych dni.
A jak położenie wyglądało naprawdę?
Odwrót armii niemieckiej był w pełnym toku. W ostatnich dniach lipca osiągał swój punkt szczytowy, a wraz z nim nieuchronny bałagan. O żadnej mobilizacji mężczyzn pod pretekstem robienia fortyfikacji nie było mowy. Głośniki radiowe nadały surowy rozkaz, aby „wszyscy zdolni od lat 16 itd.” zgłosili się z łopatami na wyznaczonym szeregu punktów zbornych, skąd ludzi zabiorą ciężarówki. Byli przekonani, że nie zjawi się nikt. Tymczasem tu i ówdzie poprzychodziło po kilkadziesiąt osób. Sam widziałem, jak na wyznaczonym m.in. pl. Narutowicza zebrało się ok. 70 (!) ludzi z łopatami, którzy daremnie czekali na przyjazd samochodów. Jednego z takich naiwnych spotkałem jeszcze o 11.30 na ulicy Filtrowej, gdy wracał z łopatą zniechęcony i zawiedziony (obiecano przecie wyżywienie i zapłatę).
W piątek i sobotę okna pobrzękiwały od dalekiej kanonady. Radio Londyn nadało wiadomość, że marszałek Rokossowski przeniósł swą kwaterę w orbitę widoczności Warszawy, i że stamtąd spogląda gołym okiem na stolicę Polski. 30 lipca al. Jerozolimskimi wycofywały się ostatnie tabory niemieckie, a później zaczęły iść czołgi za Wisłę. Na ulicach wisiały nie zrywane obwieszczenia delegatury podziemnej. Żałuję, że nie miałem aparatu, gdyż sfotografowałbym następujący dokument historyczny. Na rogu Brackiej i Widok, wokół obwieszczenia Delegatury Rządu, naklejonego na słupie, zebrał się tłum ludzi. W tłumie tym stało czterech „granatowych” policjantów i dwóch żołnierzy Wehrmachtu. Była 10 rano. Żołnierze ci pytali o drogę, a zwabieni zbiegowiskiem, zainteresowali się, co plakat zawiera, i odeszli następnie obojętnie. O 11 byłem na Pradze. Niemcy palili dworce i składy, jak się normalnie pali przed oddaniem terenu w ręce wroga. Powracając, na moście Kierbedzia zauważyłem, że jakiś spotniały kolejarz krzyknął do samochodu, którym jechali z Pragi (widocznie z frontu) kurzem okryci żołnierze:
Wie weit?!
Żołnierz, pokazując dwa razy po dziesięć palców, odkrzyknął:
Zwanzig Kilometer!
31 lipca z jednego tylko Dworca Zachodniego usuwano resztki wagonów. Nie było już ani porządku, ani kontroli. Każdy, kto chciał, mógł siadać i jechać bez żadnej przepustki. W takich warunkach powstanie, które wybuchło dopiero 1 sierpnia po południu, mogło liczyć na zupełny sukces i minimalne straty, co najwyżej w potyczkach z cofającymi się strażami tylnymi. Formalnie, przed świtem, Warszawa wyzwolona by była przez wojska polskie, a wkraczającego nowego najeźdźcę powitałyby suwerenny sztandar, zatknięty w suwerennej, wolnej stolicy. Otóż tego bolszewicy chcieli uniknąć za wszelką cenę.
Czy można się było spodziewać takiego ich stanowiska?
Do pewnego stopnia tak. Na czym więc polegał błąd w rachunku powstańców, który doprowadził do straszliwej katastrofy Warszawy?
Nie wiem, czy w ogóle można tu mówić o błędzie w rachunku logicznym. Bo jeżeli można było się spodziewać, że takie stanowisko zajmą Sowiety, niepodobieństwem było przewidzieć bezmiar zaślepionej, zaciętej tępoty Hitlera. Nawet po wszystkich doświadczeniach okupacji, nawet po zetknięciu się z tymi szaleństwami maniaka, który zatracił wszelkie poczucie rzeczywistości, nawet po tym całym krwawym tańcu epileptycznej polityki na ziemiach naszych i nie naszych.
Jakkolwiek sytuacja Niemiec była już wtedy beznadziejna, to choćby dlatego, że czepiały się one rozpaczliwie każdej pozostałej jeszcze możliwości, powinny się były uchwycić oburącz okoliczności, że na drodze marszu Armii Czerwonej stawała suwerenna Polska, nie uznawana i znienawidzona przez Sowiety. Że powstała możliwość nowych incydentów i powikłań w obozie sojuszniczym. W każdym razie z punktu interesu niemieckiego nic nie przemawiało za utrzymaniem ogniska powstania na tyłach swego frontu, a wszystko za pozostawieniem go oko w oko z Armią Czerwoną. Nawet gdyby z tego zetknięcia nie miało być chleba… Manewr Rokossowskiego był tak przejrzysty co do swego celu, iż nie mogli go nie spostrzec Niemcy. Rzecz była oczywista, nie podlegająca dyskusji.
Znam osobiście ludzi o głośnych i patriotycznych nazwiskach, którzy próbowali pośredniczyć w sprawie pozostawienia przez władze niemieckie zbytecznej broni. Pośrednictwo to zostało odrzucone, zarówno przez stronę niemiecką, jak polską. Z jednej strony emocjonalna zaciekłość przeważała nad interesem politycznym, z drugiej obawa przed cieniem nawet „współpracy” przeważała nad obawą i troską o dobro ojczyzny.
Krew, zalewająca oczy Hitlera, pomieszała mu resztę rozsądku. Wiadomo już dziś, że Warszawa to była jego osobista sprawa, jego „Angelegenheit”. W ten sposób, najmniej oczekiwany i nieprawdopodobny, podobnie jak w r. 1939, odnowił się antypolski pakt sowiecko-niemiecki, nie pisany wprawdzie i nie podpisany, ale niemniej namacalny, a bardziej krwawy. Hitler nazwał zupełnie słusznie powstanie „drugim Katyniem”. Gdyż podobnie jak pierwszy, doszedł do skutku wyłącznie w interesach sowieckich, z tą tylko różnicą, że wykonany nie rękami enkawudzistów, ale Niemców. Był to ich strony obłęd dosłowny i, doprawdy, trudno jest winić kierowników powstania, że go nie przewidzieli.
Charakterystyczne jest to, że dotychczas nie została poddana poważniejszej analizie raptowna zmiana stanowiska niemieckiego przy końcu powstania. A przecież rzecz rzucała się w oczy. Skreśleni zostali przez cenzurę „die polnischen Banditen”; powstańcom przyznano prawa armii regularnej. Wiadomo również, że wymaszerowujące po kapitulacji oddziały Armii Krajowej witano orkiestrą, i że gen. Bora zaproszono na liczne rozmowy, podczas których wysłuchiwać miał nowych propozycji. Oczywiście zrobiono to wszystko niezgrabnie, za późno i wciąż z tym tępym uporem i brutalną „herrenvolkowością”, która charakteryzowała politykę hitlerowską, a która odzierała wszystkich ich sojuszników z postawy suwerennej godności i spychała do roli posłusznych rabów, w rodzaju bałtyckich i ukraińskich oddziałów SS. Z tego punktu widzenia nie jest ważne, czy gen. Bór podczas tych rozmów pił herbatę, jak chce prasa bolszewicka, czy jej nie pił. Propozycje niemieckie odrzucił kategorycznie – i słusznie: gdyż w tym położeniu nie przedstawiały one żadnej rzeczywistej korzyści dla Polski. Ale ta kardynalna wolta w stanowisku niemieckim potwierdza w całej rozciągłości fakt, że gdy minął atak prywatnego szału Hitlera, odsłonił się zarys innej drogi, po której mniej więcej potoczyć by się winny wypadki, gdyby Hitler podobnym atakom szału nie podlegał i był w stanie kalkulować. Niewątpliwie przebieg powstania wyglądałby wtedy inaczej.
Naturalnie słowo „gdyby” nie jest w rozważaniach nad wypadkami minionymi słowem popularnym. Nie znaczy to jednak, ażeby dla zdobycia popularności wyzbywać się rozsądku. Cała sprawa powstania zwekslowana jest dziś na jednotorową propagandę i przedstawiana w ten sposób, jakby chodziło o to, że garstka bezbronnych szaleńców rzuciła się w niepoczytalnym stanie podniecenia i patriotyzmu na opancerzonego kolosa i za straty, jakie wywołała skutkiem swej lekkomyślności, powinna ponieść odpowiedzialność. Tak wcale nie było.
Powstanie warszawskie spowodowało potworne straty materialne. Straty te są do powetowania. Nie do powetowania są straty w zabytkach, dziełach sztuki, pomnikach itd. Co się tyczy strat w ludziach, wyglądają one inaczej, niż to przedstawia powszechnie przyjęta wersja. Himmler, ażeby odstraszyć Polaków od prób nowej akcji zbrojnej, oświadczył, że liczba ofiar wynosi ćwierć miliona. Dla tych samych celów bolszewicy podtrzymali tę cyfrę. Z naszej strony próbowano ją nawet wyśrubować do – trzystu tysięcy! Jeden z najznakomitszych polskich statystów wojennych, który był w powstaniu (nie mogę wymienić nazwiska ze względu na jego obecny pobyt w kraju), utrzymywał, że straty Armii Krajowej łącznie z ludnością cywilną w żadnym wypadku nie przekraczają pięćdziesięciu tysięcy.
W świetle tego wszystkiego trudno mówić o „błędzie” gen. Bora, który dał do niego hasło. Zastrzeżenie mogłoby budzić raczej jego obecne stanowisko. Gen. Bór przebywał w Ameryce i kilku krajach Europy i wszędzie, gdzie mówił albo udzielał wywiadów podkreślał, jak to Polacy wspomagali Armię Czerwoną w akcji, a jej dowódców podejmowali w Polsce śniadaniami i bankietami. Trudno zaprzeczyć, że w tradycji przywykliśmy do innych zwyczajów, które zresztą utrzymywane są w większości krajów. Nie zwykło się wrogów podejmować śniadaniami, gdy wkraczają, by odebrać terytorium i niepodległość. Toteż wydaje się, że niejeden cudzoziemiec, mniej zorientowany w subtelnościach politycznych labiryntów Polski, może wyrazić zdziwienie w taki np. sposób: „Skoroście im tak pomagali w opanowaniu własnego kraju i podejmowali śniadaniami na powitanie, dlaczego się skarżycie, że u was pozostali?!”.

Józef Mackiewicz „Wiadomości” 1947 nr 20 (59).


Sheperd Paine - Maestro, pacem aeternam

Salve,
I just learned that il Gran Maestro of Military Miniature Modeling  Sheperd Paine passed away yesterday, August 1, 2015.
Mr. Paine was a great artist and innovator in the field of model miniature art, especially in the Box Dioramas
I have several books by Mr. Paine - also there is this  fine biography about the artist  - a review here -  and loved to read his advice and exchanges on planetfigure.
I personally met Mr. Paine during the World Expo Boston 2005, and I was so and still am proud of having had the chance of meeting this giant of art of miniatures.
Jim DeRogatis eulogy here
Pacem Aeternam, maestro Paine
ps
Mr. De Rogatis writes:

'In that spirit and per his[Sheperd Paine]  wishes, the MMSI has established the Shep Paine Education Fund, which is accepting tax-deductible donations in his honor to continue his invaluable work as an educator and proselytizer for the art of miniatures via classes, seminars, and other projects. Contributions to this dedicated fund can be made via PayPal at MMSIChicagoShow@gmail.com or by mail to The Shep Paine Education Fund care of MMSI Treasurer Tom Surlak, 3136 Secretariat Dr., Aurora, IL 60602.'


Saturday, July 25, 2015

O koniach i gawedach


Salve,
na Histmagu pojawiły się 'gawędy' autora mosci Jerzego M. P. o koniu polskim i o koniu husarskim - myślę sobie ze warto ustosunkować się będzie to tych gawęd pana autora -  nota bene autor tychże jest znanym odtwórca militariów, strojów a także rymarzem/siodlarzem - autorem siodeł i rzędów  na bazie staropolskich,  i koniarzem w długoletnim stażem, również autorem ciekawego artykułu o wydarzeniu kawaleryjskim  z Września 1939, pisarzem i badaczem-amatorem historii Podlasia(eg o kawalkatorze knyszyńskim), ale także dość krewkim dyskutantem na forach historycznych eg historycy.org, znanym z omijania materiałów źródłowych i 'chodzenia w zaparte', mimo właśnie tychże źródeł, jak i również autorem blogu, w którym niczym Kato starszy atakuje często i gęsto a bezpardonowo dorobek a przede wszystkim osobę dr. Radka Sikory.

Ad rem, wydaje mi się, ze od strony merytorycznej owe gawędy są słabiutkie. bo głównym zajęciem autora jest atak ad personam na dr. Radka Sikorę, autora wielu już książek i mnogich artykułów na tematy husarii staropolskiej oraz wojskowości staropolskiej.
Ten atak jest szczególnie silny w gawędzie o husarskim koniu, i niestety drastycznie obniża a wręcz niweluje wysiłek autora do tego żeby  podważyć używanie terminu koń husarski, terminu który często używa w swoich pracach popularnonaukowych  publikowanych na kresy.pl sam dr. Sikora.
Ergo, mam zamiar odnieść się do obydwu gawęd na lamach mojego blog, choć ta druga poddająca w wątpliwość istnienie konia husarskiego wręcz nakazuje 'zaszarżowanie' na argumentacje i przykłady zawarte w tekście 'gawędy.'
np napisałem już w komentarzu na Histmagu:

''wiele dziwnych rzeczy tu wypisał pan Autor, ale mnie szczególnie ciekawi ten akapit - ''Można przecież uznać, iż cała husarskość biegunów „husarskich” sprowadza się do dosiadania ich przez husarzy akurat.'' ? 
Czy mógłby ów świetny znawca tematu pan Autor rozwinąć myśl swoja, co można i jak uznać, żeby dojść do wniosku jak wyżej? 
Bo wydaje mi się, ze nie pisze tego pan Autor do czytelników-znawców miliardowy rycersko-husarskich, którzy mogą i rozumieją co oznacza dosiadanie konia przez członka formacji kawalerskiej zwanej husaria, a raczej do XXI-wiecznego pasjonata historii, który zazwyczaj nie ma pojęcia większego, co okrywało się [w formie treningu i szkolenia a selekcji] pod pojęciem konia bojowego husarii. Zwracam tez uwagę na drobny fakt, ze oprócz koni bojowych husarze dosiadali konie niebojowe będące częścią ich pocztu, czyli np podjezdki i rumaki paradne. O koniach podwodnych może innym razem. 
Cala gawęda raczej z tych, które zamiast rozjaśniać mroki naszej historii jeszcze szczelniej pokrywają te historia mrokiem, w ramach swojej prywaty i personalnych facecji. Ergo można sobie z czystym sumieniem oszczędzić czytania tych ad personam wypocin, zwłaszcza, ze autor swej tezy nie udowodnił ani trochę.''

Sygnalizuje wiec, moi mili, ze temat będzie podjęty na ostre , i mam nadziej, ze z Boza pomocą (jak mawiali nasi przodkowie) uda mi się zgrabnie przeprowadzić mój własny 'bardziej pełny' wywód w temacie.

Tymczasem pozdrawiam i dobrego weekendu życzę

Monday, July 20, 2015

Grunwald 2015 - some photos

Salve,
 I received two separate permissions from two photographers who were present this weekend at Grunwald to 'hang' some images from the reenactment on this blog - I am very grateful and much obliged!
Arkadiusz Rutkowski from Fundacja Bielik took these photos -
1.Polish king Wladyslaw Jagiellon, his cousin duke Witold and Zawisza Czarny z Garbowa, then the most famous and respected Polish knight
2. Teutonic Knights, including a female reenactor in the foreground

while Andrzej Kowalski took these great photos-
Polish King and his army


Teutonic Knights and their guests






note, that most reenactors come to this event without horses, and they mostly fight in full XV century armour while on foot, in the scorching heat of Polish July sun. I did not show here photos from the foot combat, showing hundreds and perhaps thousands of reenactors.
More photos at the Grunwald Museum page on Facebook

Nota bene 2 weeks earlier at the Golub-Dobrzyn Castle took place the 39th International Knightly Tournament,  started already in 1970s.
I like that castle a lot, it is in good repair and nicely situated, so even if there is no tournament or other reenactment this medieval and Renaissance monumental structure is worth your visit

Again, many thanks to Andrzej Kowalski and Arkadiusz Rutkowski for allowing me to 'publish' these Grunwald 2015 photos on my blog
enjoy
ps
Photos:
Arkadiusz Rutkowski copyright
Andrzej Kowalski copyright
PS"
more photos here - Joanna Wolska Photography & studio Darosz

Grunwald 2015


Salve,
past weekend another huge celebration-reenactment was held at the Grunwald Battle Museum in the 'gmina' Grunwald,  Poland, commemorating the famous battle of the Middle Ages, regarded as one of the largest battles of the period.

Prof. Piotr Nowakowski's book, with Andrej Klein's fantastic artwork, on the banners of the Teutonic Order is available at his page on academia website.

In Poland, UKraine, Bielorus etc this battle still draws artists to create more works reconstructing the battle, one of such artists is a Polish painter Stanislaw E. Bodes - here a little snippet into his Grunwald works.

The battle in Henryk Sienkiewicz's proze (1900 Basil Dahl  translation - via archive ):




























enjoy

Friday, July 17, 2015

The Great Northern War Compendium


Salve,
I have already mentioned that I participated in a project on the military history of the Great Northern War.
I was asked to do some illustrations and even wrote one article devoted to the Polish pancerni cavalry of the period - article naturally geared towards the readers who do not have access to the Polish language materials.

The Historical Game Company, LLC will publish the Great Northern War Compendium  during the late summer/early fall 2015, it will be at least 2 volume compendium, full of scholarly articles, maps, illustrations et al. - shortly, a little gem to all who enjoy military history and wargaming - Kadrinazi published a list of authors on his blog, so if you interested do visit his excellent blog - :) .
The publishers maintain a Facebook page, where you can learn about the project and their authors.

I am very eager to see my 'stuff' published in this opus magnum, especially  since my name - ok, I gloating a bit - will be part of such an illustrious company of authors and artists.
Many thanks to Kadrinazi and Steve.

ps
above images copyright the publishers - THGC LLC

Wednesday, July 8, 2015

Roman cavesson

Salve,
time again I will return to my visit to Mainz archaeological museum, where I saw some surviving first class Roman cavalry harness.
They have on display two fragments of such cavessons as used by the Roman cavalry. I have seen a name 'psalion' used in the academic literature for this type of cavesson.
As usual the Comitatus website is a good place to start your reading on the Roman cavalry reconstruction and reenactment.

Roman military artifacts has some great photos of the cavessons used by the Romans.
Roman Coins page has some first rate images of the Roman cavalry harness and  armour.

 Finally, Roman Army Talk has a discussion on the Roman cavalry horse tack.
enjoy

Monday, July 6, 2015

Battle of Hattin 1187 reenactment

Salve,
I am a big fan of the Crusades, and have been reading and researching about that period of Medieval history.
Last July 4 was also yet another anniversary of the battle of Hattin AD 1187 -  it was the most tragic disaster for the Crusader states of the Holy Land et al.

 Modern view of the battlefield.
Dr Helena Shrader who has written many books on this period, wrote a blog entry on this battle that I quite like. Also  you can read her short stories about the most important companion of the medieval knight, his dextrarius or destrier stallion - the horse in question is Centurion, the mount of the famous knight of the Kingdom of Jerusalem, Balian of Ibelin.

Ad rem, Salah Ad-Din Yusuf ibn Ayyub, known as Saladin (Saudi Aramco has a long article on this ruler) and  the most famous Kurdish Muslim  warrior  of the Middle Ages, entrapped and then crushed the thirsty and demoralized army of the King of Jerusalem and his barons. After the battle 230 knights of the Templar and Hospitaller Orders were murdered by the scholars from the Saladin's entourage.
 'De re Militari' site has this article that includes four accounts of the disaster, from Christian and Muslim sides, including one by William of Tyre.

This year the battle was reenacted in Galilee, Israel, in its original surrounding. This article has some interesting photos from this daring reenactment
enjoy

Sunday, July 5, 2015

Hipposandal

Salve,

this Spring I visited Mainz, the Roman Moguntiacum, and there at the Archaeological Museum they have some very interesting Roman artifacts, amongst them a hipposandal or Roman horseshoe - wiki gallery here.
Lunt Roman Fort has a blog, and there are some entries on the hipposandal.
here is my rather weak photo from Moguntiacum


enjoy

Saturday, July 4, 2015

Happy Forth of July

Salve,
this Forth of July across the world Americans celebrate another anniversary of the famous Independence War and birth of the Nation - happy birthday Respublica!

And just yesterday was another anniversary of the battle of Gettysburg, the turning point of the long and bloody Civil War.
Aside from the artillery and infantry struggle the cavalry battle was fought between the great American chevaliers  - Jeb Stuart and George Custer, (there were more great cavalrymen than these two, but they are the most recognizable) and this time Custer charging with 1st Michigan Brigade won
Gettysburg Cyclorama painted by a French artist Paul Philippoteaux, shows the famous Pickett Charge... Wikimedia Commons has some images from the painting






Battle reenactment is very strong and I hope it will stay this way.

Also, in the Polish history we just had the anniversary of the battle of Beresteczko AD 1651, fought during the civil war(Chmielnicki Rebellion) in the Polish-Lithuanian Commonwealth and it is one of the greatest battles in the world history. Radoslaw Sikora wrote an interesting article about the numbers in this engagement

enjoy
ps
Don Troiani painted many fabulous paintings showing the Civil War battles, soldiers and horses -