Showing posts with label Klushino. Show all posts
Showing posts with label Klushino. Show all posts

Saturday, July 4, 2026

July 4 - Klushino 1610 & US 1776- 2026

 Salvete Omnes,



today is 416th anniversary of the great battle of Klushino 1610.

Toma's minis world @copyright







and glorious 250 years of USA - Vivat

.


.

.


.

.

Henry Lee 

.
Kazimierz Pulaski

Happy Birthday US

Valete

Friday, July 4, 2025

Klushino - Kluszyn 1610 - Happy 4th of July

 Salvete Omnes,



Happy 4th of July to all Americans around the world.



and today in Polish history there is the 415th anniversary of the victory at the Russian village of Klushino (in Polish history - Kluszyn).


and some Polish Kingdom Royal Eagles of the Vasa kings period






.










Valete

Thursday, July 4, 2024

Happy 4th of July, America & remembering Klushino 1610AD

 Salvete Omnes,

today is the 4th - Happy Forth to all



ps



and today, but in 1610AD Polish Crown army under hetman Stanislaw Zolkiewski completely defeated Muscovite army commanded by Dmitry Shuisky and Jacob de la Gardie. Road to Moscow, the capital was opened, and the Poles took completely over the Russian capital in September 1610AD. 

or roughly 3000 Polish soldiers, mostly Polish winged hussar lancers, vs 18,0000 ( 3,300 Western European mercenaries and 15,000 Muscovite soldiers) tsar's army  plus 20-30,000 camp followers. (lots of nonsense in the Polish and English Wikipedia articles )

Web archive article in English about the battle - pdf form.




vivat 
valete

Tuesday, July 5, 2022

Klushino 1610

 Salvete Omnes,

precisely yesterday but in AD 1610 Polish Crown grand hetman Stanislaw Zolkiewski leading a small but chosen army defeated the Muscovite army near the village of Klushino. 

It was a grand victory... and led to some momentous changes in Eastern Europe.
Today I was looking at the Wiki Commons- Sigismund III Vasa gallery and became pleasantly surprised to 'discover' this image - attributed to Monogrammist ASL and showing our king victorious with Smolensk in the background.


this well  known print (made after the lost Tommaso Dolabella painting) : 


...
some details from the drawing:
winged hussar

Old Polish Kozak cavalry
 
winged hussars banner
Rotameister or  a captain of Polish hajduk infantry or a field commander ordering infantry to action [I 'mirrored' the detail from the original drawing ]



Valete

Monday, July 19, 2021

Muscovy Horses of early 17th century - Captain Margeret

Salvete Omnes,



      Jacques Margeret was a Huguenot mercenary who served in Muscovy (Grand Duchy of Muscovy) starting with tsar Boris Godunov,  tsar Dimitrii Ivanovich, and tsar Vasilii Shuiskii, and being a partner? confidante? of Mikhail Saltykov Glebovich  went over to the Polish side, thus serving with the Polish Crown and our King Sigismund III's army. 

Captain Margeret, while in Polish service,  participated with distinction in the battle of Kluszino, He left Polish-Lithuanian Commonwealth circa 1612, eventually settled in Germanies, becoming a confidante and consultant to several rulers and magnates of Polish-Lithuanian Commonwealth and German states, and by 1619 disappeared from the pages of history.


While in France after the death of Dimitri I, he wrote a very interesting account on the Muscovite state, and in his work  he also described horses of the Grand Duchy of Lithuanian, thus we can read about the Muscovite Russian (eg of Vologda) ,Nogai Tatar, Polish and Turkish horses in this work (English translation titled "The Russian Empire and Grand Duchy of Muscovy" ).
I compiled the pertinent pages from Gallica - French National Library - the French original



and two images containing  the old Muscovite Russian saddles

Valete

Wednesday, October 21, 2020

Wypisy zrodlowe do dziejow Husarii - R. Sikora

 Salvete Omne,

[in Polish]

Wielkie Nieba!
.. właśnie dostałem od mego druha dr Radosława Sikory jego najnowszą książkę - opus magnum niezwykle i pierwsze w historiografii polskiej dotyczącej historii jazdy polskiej kopijniczej zwanej husarią: 

Wypisy źródłowe do dziejów husarii. AD 2020.

Książka została wydana przez Wydawnictwo 3DOM z Częstochowy. Widzę, że książka jest dostępna także tutaj.

ISBN 978-83-66227-39-2

Ilosc stron -436

Praca czyli wybór źródeł do historii husarii zawiera 105 chronologicznie ułożonych źródeł (od opisu wykonanego przez byłego towarzysza husarskiego Marcina Bielskiego do diariusza sekretarza królewskiego Adam Naruszewicza), w tym wiele przepisanych z rękopisów i są tu smaczki także dla tychże badaczy czy aficionado, którzy husaria zajmują się od dawna. Nie ma żadnych ilustracji, ale uwaga są kopiaste przypisy źródłowe do staropolskich wyrażeń, zwrotów i określeń  (2196 przypisów )

Twarda okładka, którą  załączam w pełnej krasie - zdjęcia są chronione prawem Copyright etc -

 


 jak i krotki film o tym jak powstała okładka na której znalazł się współczesny następca husarskich kopijników,   były  komandos tj żołnierz polskich Sił Specjalnych pan Piotr Tomasz 'Soyers 'Soyka.



Przy okazji pogadanka   Radkowa z Lęborka, gdzie min na filmie widzimy siodło wykonane przez siodlarza i jeźdźca Marcina Rudę  na podstawie zdjęć i opisów XVII-wiecznego siodła polskiego w zbiorach narodowych Królestwa Szwecji. Min  także można usłyszeć opis bitwy pod Kluszynem.

Ze wstępu autora:


 ergo, gorąco polecam jako konieczną pracę w biblioteczce badacza jak i entuzjasty/entuzjastki historii polskiej skrzydlatej jazdy kopijniczej.

Valete

Friday, July 5, 2019

Kluszyn 1610 - list hetmanski do JKM Zygmunta

Salvete Omnes,
[in Polish]
list hetmana Stanisława Żółkiewskiego do JKM Zygmunta III



 
Najjaśniejszy Miłościwy Panie, panie nasz miłościwy!
Uniżone służby moje zaleciwszy miłościwej łasce Waszej Królewskiej Mości pana mego miłościwego. Iż nie tak często do Waszej Królewskiej Mości piszę, dając znać co się tu dzieje, przyczyny są, najprzód iż posłańcom nie jest trakt bezpieczny dla rozboju; druga przyczyna, że póki rzeczy są na wadze, zawżdy się żywię w oczekiwaniu; rzeczy niepewnych, spodziewanych nie chcę do Waszej Królewskiej Mości pisać. Oznajmiłem Wasza królewska Mość, jakom przyszedł tu pod ten hrodek i pod to wojsko nieprzyjacielskie, które w nim jest. Więc że oczekiwanie ich było na ratunek odsieczy, której się spodziewali od kniazia Dymitra Iwanowicza Szujskiego, ile jedno sposobów stawało, ścisnąłem ich tak, że też grodki wokoło ich stawiając, strażami pilnymi osadzając, nigdzie się im wychylić nie dopuszczając, żywności, pasze koniom broniąc. Posyłałem też ustawicznie posyłki ku Możajsku, wywiadując się o Kniaziu Dymitrze, więc i przez szpiegi starałem się o wiadomość. Ale krótko przyjdzie mi do Waszej Królewskiej Mości pisać, opuszczając siła, bo będąc ustawicznie zabawiony, niewiele mi czasu zostaje do pisania listu, i Waszej Królewskiej Mości pana mego mego nie chcę utęsknić czytaniem długiego listu. Użyłem jednak p. Domarackiego podstolego lwowskiego, żeby particularia quoque wypisał do Jego Mości podkomorzego koronnego. Suma rzeczy taka jest: 3 Julii godzin dwie albo trzy na dzień, wziąłem wiadomość, że kniaź Dymitr Szujski ruszywszy się z Możajska w ośmiu mil ode mnie nocował, z piątku na sobotę, zgromadziwszy do siebie wszystkie siły i moskiewskie i cudzoziemskie, co ich jedno mieć mógł, i mając wojska cudzoziemskiego z Jakobem Pontussonem De la Gardie i z Evertem Hornem więcej, niźli pięć tysięcy dobrze zbrojnych, i jako się potem w potrzebie pokazało, dobrych rezolutów, moskiewskich ludzi przeszło trzydzieści tysięcy: niemało było ludzi znacznych, wojewodów: Andriej Golicyn, Daniło Mezecki, Jakow Boratyński, Wasili Buturlin i inszych, spodziewając się tymi siłami znieść wojsko Waszej Królewskiej Mości, a tymże wojskiem przemyśliwając odsiecz dać Smoleńskowi. Zarazem wezwałem do siebie panów pułkowników i rotmistrzów wojska Waszej Królewskiej Mości, z wielu wielkich i ważnych przyczyn zdało mi się nieprzyjaciela nie czekać; przyczyn tych nie wypisuję, bo długo by było: ale też patrzyłem ad sextam Julii, wolałem, niżby ten dzień przyszedł, Panu Bogu się poruczywszy tentare fortunam. Zostawiwszy tedy część wojska przy tym hrodku, piechotę wszystką Waszej Królewskiej Mości i kozaków, expedito exercitu, bez wozów tegoż dnia, to jest 3 Julii nad wieczorem ruszyłem się ku Kłuszynu, gdziem się spodziewał zastać wojsko nieprzyjacielskie, od obozu naszego jakby we czterech mil, i szedłem na całą noc. Na rozświcie przednia straż ex fremitu castrorum postrzegła wojsko nieprzyjacielskie, które przybliżało się było dalej do nas pominąwszy Kłuszyn. Przyszliśmy niespodziewanie na nieprzyjaciela, nie miał o nas przestrogi, ani wiadomości nijakiej, jeszcze byśmy ich podobno na posłaniu zastali, ale iż przez złość i ciasność drogi wojsko nie mogło się pospieszyć, przyszło mi godzinę i dalej poczekać, że się wojsko ze złej drogi wybiło, a w tym też nieprzyjaciel się ocknął, i postrzegła nas straż; przyszło nam jeszcze przed słońca wschodem dnia wczorajszego 4 Julii zwieść z nimi potrzebę. Na wielkiej nam było pomocy, że nieprzyjaciela wzięła trwoga z nastąpienia naszego im niespodziewanego, bo wszystkich nas przez małość naszą lekceważyli, a tym mniej tego się spodziewali, żebyśmy mieli i bródek tuteczny sufficienter osadzić, i żebyśmy mieli tyle serca mieć, na nich się rzucić. Stawili się nam zrazu, zwłaszcza cudzoziemcy Francuzowie zbrojni dosyć dobrze, jako się godzi ludziom rycerskim, trwała bitwa ancipite Marte najmniej trzy godziny, co dzisiejszego wieku dziw jest: bo się bitwy impetem tylko odprawują, że trudno było sądzić czyja wygrana. Zdarzył Pan Bóg z miłosierdzia swego, po tak wielu się obracaniach i ich i naszych, że dzielność i męstwo rycerstwa Waszej Królewskiej Mości przemogło nieprzyjaciela, najprzód Moskwa a potem i cudzoziemcy jęli uciekać. Na cudzoziemcach konnych wjechali żołnierze Waszej Królewskiej Mości w ich obóz bijąc, siekąc tak , iż ich i z obozu pędzili w las. Piechota jednak cudzoziemska stała w ordynku przy fortelu, przy lesie: trudno było na nią natrzeć konnym. Piechoty też niebyło ze sto mojej, i pana starosty chmielnickiego, bośmy drugich przy obozie musieli zostawić, i nie było sposobu tych ludzi zrazić. Było przy tym kilka kompanii francuskich konnych; zbrojnych, ale starsi ich Pontusson i Evert Horn w onym pierwszym zapędzie pouciekali. Monsieur de la Ville, chory został był w Pohoryłoj , tak iż żadnego starszego prawie nie było przy nich. Moskiewscy też wojewodowie Golicyn i insi pouciekali. Sam Dymitr Iwanowicz Szujski został w horodku, który jednej że nocy był zbudował. Ten gródek i obóz jego łączył się z obozem cudzoziemskich ludzi. Zegnawszy wojsko nieprzyjacielskie z pola, jąłem rozmyślać jakoby się zwycięstwo skuteczne nad nieprzyjacielem, za pomocą boża, otrzymać mogło. Skoro się: ludzie z pogoni wrócili, chciałem znowu kazać natrzeć na obóz cudzoziemski, a w tym jęli się przedawać Francuzowie po dwu po trzech; ciż uczynili mi nadzieję, że i drudzy chcą się zdać na łaskę Waszej Królewskiej Mości, wdałem się tedy z nimi w traktaty. A w tym Pontusson i Evert Horn z lasu, do którego uszli byli, wrócili się znowu do swego obozu, i by byli mogli, radzi by byli rozerwali te traktaty; ale żołnierze nie chcieli, bo widząc że Moskwa pouciekała, ich też dobrze nabito, życzyli sobie z nami zgody. Dymitr Szujski rad by też był zerwać te traktaty, z obietnicami niesłychanymi posyłał do Everta Horna do tejże umowy, która taka była: żeby przy zdrowiu i przy wszystkim swoim cali zostawali; którzy by chcieli zaciągnąć się na służbę Waszej Królewskiej Mości, że im to ma być wolno; którzy by też chcieli iść do swoich krajów, że maja być swobodnie przepuszczeni; a przysięgę i upewnienie daniem ręki kapitanowie swym i ich imieniem uczynili: że przeciw Waszej Królewskiej Mości zwłaszcza w Moskwie nie ma z nich nikt broni podnosić. Dymitr Szujski postrzegłszy, że ze mną oń cudzoziemcy traktują (było ich kilka tysięcy), w las, który bliski był, nie doczekawszy końca traktatów, z onego gródka, w którym się był okopał i obostrwożył z ostatkiem ludzi moskiewskich, co się przy nim byli zatrzymali, jął wielkim gwałtem uciekać, nasi też gonić. Drudzy do obozu jego z cudzoziemcami też wpadli, który obóz wielki był i dostateczny, i jego własna kareta i insze wozy zostały, którego szablę, szyszak, buławę wzięto. W pogoni, jako to zwykło bywać, najwięcej ich poginęło. Powiedział mi pan Sałtykow, że widział zabitego Jakowa Boratyńskiego. Wasilij Buturlin pojman, i jeden diak rozradny: Jaków Dzienudow, który świeżo był z Moskwy pieniądze cudzoziemcom przyniósł: jakoż w sobotę, która poprzedziła potrzebę, dziesięć tysięcy rubli gotowych pieniędzmi dał, a oprócz tego dwadzieścia tysięcy rubli w sobolach i w suknach przyniósł, ale oprócz pieniędzy jeszcze byli tych fantów nie brali, nasi je pobrali u Szujskiego w obozie. Jakoż pacholikowie, Pohrebiszczanie, co to tego pilnowali, mają wielka zdobycz. Żołnierze Waszej Królewskiej Mości szkodę odnieśli wielką i w samych sobie i w koniach, i koniecznie potrzebują Waszej Królewskiej Mości łaski poratowaniem pieniędzmi do tego aby się mogli pokrzepić. Nie mianuję na ten czas nikogo, jako kto sobie poczynał przy tej służbie Waszej Królewskiej Mości; bo i tak chociaż się spodziewałem poczynając pisać, że miał być list krótki, przyszło przedłużyć; atoli o wszystkich nie tylko ja, ale rzecz sama daje świadectwo, że sobie mężnie, jako się godzi cnym rycerskim ludziom, poczynali przy tej służbie Waszej Królewskiej Mości; pewienem że Wasza Królewska Mość raczysz to od nich miłościwie przyjąć. Falkonetów przy tym wojsku było jedenaście, ale mnie ich nie doszło rąk, jedno siedem, i tem z pracą przyniósł, bom niemiał czym pociągnąć, insze są tu gdzieś między panami rotmistrzami; chorągwi z kilkadziesiąt, też Buturlinowa, który przodek wojska wiódł, jest i samego Szujskiego najprzedniejsza chorągiew adamaszkowa ze złotem. Raczyłeś Wasza Królewska Mość do mnie pisać, żebyć pana Iwana Sałtykowa odesłał do Waszej Królewskiej Mości; widzę, że to stąd poszło, że jego pan ojciec rozumie go być szkodliwie rannym, ale on zdrów jest, był i teraz ze mną w tej potrzebie, i dobrze się Waszej Królewskiej Mości zasługował, także insi panowie; bojarowie moskiewscy, którzy na ten czas tu byli. Nic innego na ten czas tylko swe służby Waszej Królewskiej Mości zasyłam.
Dan w obozie w Cariowo Zajmiszcze 5 Juiii 1610.



Valete

Thursday, July 4, 2019

Kluszyn 1610 - opis hetmanski

Salvete Omnes,
[in Polish]

bitwa kłuszyńska piórem pana hetmana Stanisława Żółkiewskiego:
 
POCZĄTEK I PROGRES

WOJNY MOSKIEWSKIEJ

ZA PANOWANIA KRÓLA JMCI ZYGMUNTA III
ZA REGIMENTU JMCI PANA STANISŁAWA
ŻÓŁKIEWSKIEGO
WOJEWODY KIJOWSKIEGO, HETMANA POLNEGO KOR.


[..]wziął pan hetman sprawę i od języków i od Francuzów o zbliżeniu się wojska nieprzyjacielskiego, zwołał wszystkie rycerstwo do rady. Tamże przełożywszy o wiadomościach, jakie były, że już wojsko jedno we czterech milach nieprzyjacielskie u Kłuszyna, proponował, coby było lepszego, jeśli zostawiwszy przy oblężeniu grodka część wojska, przebrawszy się, potkać nieprzyjaciela w drodze, czyli go na miejscu czekać?
 Były różne sentencye, jako to bywa. Bo jedni patrząc na małość wojska naszego, że nie było czego dzielić, uważali: żeby w małości rozdwojonych, nieprzyjaciel nas nie pożył; więc za odejściem wojska naszego, żeby ci co w grodku, poczuwszy o tym, na obóz, rozumiejąc, że w nim słabe praesidium[203], nie uderzyli. Było ich jednak nie mało, którzy rozumieli: obóz osadziwszy jako być może, potkać w drodze nieprzyjaciela; gdyż przypuściwszy go blisko, możeby bitwy nie zwodząc, grodkami, jako czynili u Aleksandrowej Słobody, u Trojce, u Dymitrowa, ściskając, żywności bronić, tak broni nie dobywając, łacnoby nas zwalczyli.
 Pan hetman nie konkludując ani na tę, ani na owę stronę, wziął sobie na dalszy rozmysł. Rozkazał jednak, że gdyby było rozkazano do ruszenia się, żeby gotowi byli. Bo acz miał już u siebie za rzecz zawartą potkać w drodze nieprzyjaciela, zwłoczył jednak, póki stawało czasu, odkryć się z tym, a to żeby i do wojska kniazia Szujskiego i do Wołujewa zdrajca jaki (a Moskwy, której było w obozie niemało, najbardziej się strzegł), nie ostrzegli i nie dali znać. Aż godzina przed ruszeniem, nie trąbiąc, ani bijąc w bębny, obesłał, aby się ruszyło wojsko porządkiem takim, jaki do pułkowników na pismie był rozesłany; gdyż z uderzenia bębnów łacnoby się był Wołujew o ruszeniu dorozumiał.
 Z tych wszystkich, którzy byli in conspectu[204] grodka, nikt się nie ruszył, strzegąc się wszelakiego podobieństwa dać[205] nieprzyjacielowi. Panu Jakóbowi Bobowskiemu rotmistrzowi, zostawiwszy przy nim siedemset jazdy, piechotę króla jegomości, co jej było, kozaków dwa pułki, obóz i oblężenie grodka poruczył. A sam dwie godziny przed zachodem słońca silenti agmine[206] z wojskiem, jako do boju się ruszył. Nocy o tym czasie bardzo małe bywają. Szliśmy na całą noc o cztery one mile lasem. Droga była nie dobra. Przyszliśmy jednak nad wojsko nieprzyjacielskie, jeszcze nie poczynało świtać. Nieprzyjaciel z małości wojska naszego lekce nas ważył i nie mniej się nie spodziewał jako tego, iżbyśmy tyli mieli śmiałości o tak wielką potęgę się kusić i owszem byli tej nadziei, żeśmy mieli uciekać, nie czekając u Carowa. Z wieczora Pontus, będąc na czci u kniazia Dymitra Szujskiego, biorąc pieniądze, bo tego dnia dawano im półczwarta kroć stotysięcy złotych, przechwalał się wspominając: »Gdym był na Wolmierzu[207] z Karolusowymi wzięty, dał mi był hetman szubę rysią, mam ja też teraz dla niego sobolą, co mu oddaruję«, — tusząc sobie pana hetmana pojmać.
 Zatym też, iż nas sobie lekce ważyli, nie strzegli się nas. Śpiących zastaliśmy. Gdyby było wszystko wojsko nasze nadścigło, zbudzilibyśmy ich byli nieubranych, ale nie mogło się rychło z onego lasu wybrać. Dwa falkonety[208] wziął był z sobą pan hetman, te zawaliły drogę, że się wojsko przed niemi nie mogło dobyć. Była i druga przeszkoda, żeśmy zaraz na nich nie uderzyli. Przez pole wszystko, którędy było iść ku obozowi nieprzyjacielskiemu, płoty były poprzek pogrodzone i między temi płoty były dwie wioski. Przyszło tedy oczekiwać nastąpienia wojska, one płoty łamać. I one wioski, iż były w posrzodku pola, obawiając się, żeby nieprzyjaciel z ruśnicznymi ludźmi, których tak wiele miał, nie osadził i nas z za płotów nie psował, kazał je pan hetman zapalić. I dopiero się nieprzyjaciel ocknął. Aż i Moskwa i cudzoziemski żołnierz, nie wiedząc przyczyny, dla czego się tak odwlokło, przyczytują to wielkości[209] zmysłu pana hetmana, że mogąc ich bić śpiących, nie chciał i znak im czasu dał do zgotowania się. Ale by nie przyczyny wyżej wspomnione, podobno by ich ta odwłoka nie potkała.
 Tymczasem, zaczym insze wojsko nasze nadeszło, pułk pana Zborowskiego, który szedł przodem, stanął w sprawie[210] na prawym skrzydle. Nastąpił potym pułk pana Strusia, starosty chmielnickiego, który stanął na lewym skrzydle. Pułk pana Kazanowskiego i pana Ludwika Wajherów, nad którym był pan Samuel Dunikowski, stanął w pobocznych i posiłecznych bufach prawego skrzydła; pułk pana hetmana, nad którym był książę Janusz Porycki[211], na lewej stronie, także w pobocznych i posiłecznych hufach stanął. W siekanych hufach propter omnes casus[212] stały niektóre roty, jakoby w pośrodku. I tam i sam pan hetman pilnował. Było też kozactwa levis armaturae[213] ze czterysta. Pohrebiszczany je zwano, iż z Pohrebiszcz, majętności książąt Zbaraskich, było ich w tej kupie najwięcej; był starszym nad nimi pan Piaskowski. Tym pan hetman kazał stanąć przy chróście, jakoby na boku lewego skrzydła. Falkonety one dwa i z chorągwią pieszą pana i hetmana jeszcze były nie przybyły.
 Gdy już tak wojsko stanęło w sprawie, objeżdżając pan hetman od hufu do hufu, animował[214] swoich, ukazując, jako necessitas in loco, spes in virtute, salus in victoria[215], i kazał uderzyć w bębny, w trąby do potkania.
 Nieprzyjaciel też już był stanął w sprawie. Wojsko cudzoziemskie Szwedów, jako się liczyli i brali pieniądze na dziesięć tysięcy jezdnych i pieszych, ale w podobieństwie nad ośm tysięcy coś ich mogło być, ci wzięli prawą rękę; a moskiewskie wojsko lewą, którego, jako sam powiadał kniaź Dymitr Szujski, było więcej niźli czterdzieści tysięcy jezdnych i pieszych.
 Płot był między nami długi, jako się wyżej wspomniało. Dziury jednak były w onym płocie, tak, iż nam, gdyśmy do nich na potkania szli, przyszło onemi dziurami wypadać. Na wielkiej nam przeszkodzie był płot; bo i Pontus przy onym płocie postawił piechotę, która naszych onemi dziurami wypadających i odwracających bardzo psowała. Trwała długo bitwa, bo i nasi się i oni, zwłaszcza cudzoziemcy, poprawowali. Naszym, którzy na moskiewskie hufy przyszli, łacniejsza była sprawa, bo Moskwa nie strzymała razu, jęli uciekać, nasi gonić. W tym też one falkoneciki z trochą piechoty przyszły, i bardzo potrzebie dogodziły. Bo do onych Niemców pieszych, którzy przy płocie stali, wygodzili puszkarze z działek, i piechota, choć ich trocha, ale ochrostani[216] i w wielu potrzebach bywali, skoczyli do nich i upadło zaraz między Niemcy kilku z działek, z rusznic-li postrzelanych. Wystrzelili i Niemcy do nich i zabili pana hetmanowych dwoch, trzech-li. Ale widząc, że ochotnie do nich idą, jęli Niemcy od płotu uciekać do lasu, który tam był niedaleko. Francuzowie i Anglikowie jezdni przecie z naszemi rotami w polu, co raz jedni drugich posilając, czynili. Aż kiedy już nie stało onych Niemców pieszych, którzy przy płocie nam byli na przeszkodzie, skupiwszy się kilka rot naszych, uderzyli w onę jazdę cudzoziemską kopijmi, kto jeszcze miał, pałaszami, koncerzami. Oni też destituti praesidio[217] ludzi moskiewskich i onej piechoty, nie mogli się oprzeć, jęli w swój obóz uciekać. Ale i tam nasi na nich wjechali, bijąc, siekąc, pędzili ich przez ich obóz własny. Wtenczas Pontus i Horn pouciekali. Zostało było jeszcze do trzech tysięcy albo i lepiej tych cudzoziemców. Stali w kraju przy lesie. Pan hetman jął rozmyślać, jakoby ich z tego fortelu ruszyć. Lecz oni nie mając już starszych, widząc też, że Moskwa pouciekała, coś trochę jeszcze w wiosce, która była przy obozie kniazia Dymitrowym obostrożona[218], bawiło się ich, a i sam kniaź Dymitr tamże był. Chcąc tedy owi cudzoziemcy o zdrowiu swym radzić, wysłali do pana hetmana, prosząc rokowania. Pan hetman też widząc rzeczy pełne trudności, że ich było niełacno od onego chróstu ao odrazić, pozwolił. Stanęło na tym, że się dali dobrowolnie. Wielka część obiecali się addicere stipendiis[219] króla jegomości, a wszyscy przysięgli i daniem ręki od przedniejszych kapitanów, a potym i pismem utwierdzili, że nigdy w Moskwie przeciwko królowi jegomości służyć nie mają. Pan hetman im też obiecał przy zdrowiu i majętnościach ich zachować, i którzyby służyć nie chcieli, wolne przejście do ojczyzny u króla jegomości otrzymać.
 Interim[220] gdy się te traktaty dzieją, kniaź Andrzej Galiczyn i kniaź Daniło Mezecki, którzy byli z bitwy w lasy pouciekali, okolno, że nasi ich zajść nie mogli, w kilkaset koni przybiegli znowu do onej wioski obostrożonej, w której, jako się wspomniało, został się jeszcze był sam kniaź Dymitr. I Pontus i Horn z niemi się też wrócili. I snadź radby był Pontus onę umowę rozerwał, ale żołnierze dzierżyli się jej mocno. Kniaź Dymitr i kniaź Galiczyn widząc (bo to było in conspectu[221]), że się cudzoziemcy z panem hetmanem zsyłają, jęli tyłem onej wioski przez swój obóz, który za wsią był, gwałtownie ku lasowi uciekać, co najkosztowniejsze rzeczy, kubki, czary srebrne, szaty, sobole rozłożywszy na widoku w obozie swym. Rzucili się nasi w pogoń, ale mało ich goniło. Padli w obozie na łupie onym, bo też to Moskwa na to uczyniła, żeby naszych od gonienia zabawili. Gdyśmy do nieprzyjaciela szli, tylko działka, a samego pana hetmana karytka była; nazad się wracając, było wozów, kolas ledwie nie więcej niźli nas. Bo zaprzężone stały moskiewskie kolasy, które nasi naładowawszy łupami wieźli, i w onym złym lesie nawięzło ich gwałt, że jeździe mijać ich z trudnością przychodziło; gdy pan hetman obawiając się, żeby co niebezpiecznego na obóz od Wołujewa w niebytności jego nie padło, kwapił się, i tegoż dnia zaraz do obozu się wrócił.
Kniaź Dymitr, choć nie wiele ich za nim goniło, uciekał potężnie. Na błocie konia, na którym siedział, i obuwia zbył. Boso na lichej chłopskiej szkapinie pod Możajsk do monastera przyjechał. Tamże konia i obuwia dostawszy, nic się nie obawiając[222], do Moskwy jechał. Możajszczanom, którzy do niego byli przyszli, rozkazał, żeby łaski i miłosierdzia u zwycięzcy prosili, gdyż obronić się sposobu nie mieli. Jakoż tedy Możajszczanie wyprawili do pana hetmana swym, i kilku inszych zamków: Borysowa, Werehi, Buzy imieniem, poddaństwo ofiarując.
 Bitwa ta trafiła się na dzień 4 lipca. Zginęło cudzoziemców do dwunastuset człowieka, Moskwy najwięcej w pogoni po różnych miejscach. I w naszych też nie było bez szkody. Zabit rotmistrz pan Lanckoroński[223], towarzyszów samych lepiej niżeli przez sto, oprócz pacholików, koni pocztowych; oprócz tych, co się wyleczyło, więcej niż czterysta zabito.''


Valete
ps
z wiki źródła...

Happy Day - the 4th

Salvete Omnes,
let the images speak :


good day for anniversaries -
Kluszyn Battle - 4th of July 1610 - winged hussars amazing victory against the Muscovite army.
vivat hetman Stanisław Żółkiewski






















and
Happy 4th of July



 

 

 












 


 
 

 
 
 
valete