Sunday, October 20, 2013

Śmierc Księcia Józefa - death of prince Poniatowski


Salve,
200 years ago Polish chevalier sans peur et sans reproche, our beloved książę (prince) Józef Poniatowski, (born 1763, Ciolek coat of arms)  also a Marshal of France, died during the Battle of Nations (battle of LeipzigVölkerschlacht  ) 16-19th October 1813. - the largest or grandest battle of the Napoleonic Wars.

Ave książę Józef .... et thousands of Poles who died around and in Lepizig during those dark days .


Horace Vernet





Ksiaze was famous for his horsemanship - here a portartrit showing him taking lessons when a boy - painted by Bernardo Bellotto known as Canaletto , bellow other portraits - notably the Museum in Leipzig has a saddle used by our prince in his last ride that was fished out of the river Weiße Elster.




January Suchodolski, himself a former Napoleonic and Congress Poland soldier who might have known our prince personally, showed książę Józef at his horsemanship  best - :)



Bronisław Gembarzewski painted the series of plates showing our prince:











Książę Józef  and his life events have been portrayed by many Polish and some foreign painters and still is a popular figure in the historical painting and miniture soldier word.




  

imaginary portraits by Julisz Kossak


also sculpture - one monument still standing in Warsaw  by Thorvaldsen (first casting destroyed by the Germans in December 1944)


Wikipedia Page
                                                       * * *

wczoraj minęła 200-rocznica śmierci księcia Józefa, poległego w ostatnim dniu  przegranej przez Napoleona największej bitwie 'Wojen Napoleońskich', czyli bitwie lipskiej 16-19 X 1813-2013.

Chwała księciu Józefowi i tysiącom naszych rodaków, żołnierzy armii Księstwa Warszawskiego, Grande Armee, wojsk sprzymierzonych, którzy polegli w tej bitwie narodów.

Książę piórem imci Szymona Askenazego http://pbc.gda.pl/dlibra/doccontent?id=3179&from=FBC

 Książę Józef Poniatowski. Wspomnienie w setną rocznicę bohaterskiej śmierci. 1813-1913 http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=9765&from=FBC



Pacem aeternam

NA ŚMIERĆ
JOZEFA XIĄŻĘCIA
PONIATOWSKIEGO,

Naczelnego dowodzcy woysk polskich,
Marszałka Państwa Francuzkiego,
poległego w bitwie pod Lipskiem
w dniu 19 października 1813 roku.
Już tedy od lat siedmiu gwałtownie ciągniona,
W pamiętnych Lipska polach zerwała się strona.

Na tym placu gdzie dawniey waleczność i sława,
Po zwycięztwie nad Tillym, wieńczyły Gustawa, (1)
Tam gdzie mężny Torstenson (2) Szwedzkie wiodąc znaki,
Niemieckiego Cesarza połamał orszaki;
Przed sąd Marsa stanęło Panuiących sześciu,
Trzey ufali potędze, trzey sztuce i szczęściu.

Jakież były zmówionych Mocarstw przedsięwzięcia?
Teść Nayiaśnieyszy pragnął upokorzyć Zięcia;
Niemcy chwyciwszy porę, biegli na wyścigi,
Znieść kosztowną Opiekę Protektora Ligi.
Alexander którego nie zapomną wieki,
Od widoków pogromcom zwyczaynych daleki,
Idąc drogą odwetu, piękne widział pole,
Oswobodzić gnębione Narody i Krole,
I gdyby mu do końca powiodło się w boiu,
Przyiąć Imie Nadawcy trwałego pokoiu.
Przeciwnik chciał ratować, na Elby równinie,
Budowę którą pierwszy podpalił w Kremlinie.

Rykły spiże, morderczy szedł ogień dni cztery,
Pieniły się krwią brzegi Pleissy i Elstery:
Wszystkie zguby narzędzia przywołano razem,
Ginęły wsie pożogą, Narody żelazem;
Krzyk mieszkańców, ięk rannych, konaiących tchnienia,
Z hukiem dział wzbiiały się pod Niebios sklepienia.
Długo był Los wątpliwym, długo strony obie,
Krwawą zwycięztwa Palmę wydzierały sobie;
Wdał się przedwieczny w walkę, i rzekł.. dosyć na tem,
Niechcę ażeby ieden przewodził nad światem.
Zesłał myłki, niewiarę, za niewiarą klęski,
I z rąk dumy wytrącił oręż czarnoxięski.
Tak Południowe Laury nadużyciem mocy,
Przeniesione na Północ, zwiędły na Północy.
Stało się — Woiownika potomność oceni;
Co dwódziestu lat owoc zjadł w iedney iesieni.

Lecz gdy Wielki Monarcha Głowa Sprzymierzeńców,
Pierwsze maiący prawo do zebranych wieńców,
Słucha wdzięczności głosów Niemieckiey krainy,
Dla którey zrobił obraz drugiey Berezyny:
Gdy się z powstania skutków cieszą Ludy biedne,
Niech się godzi Polakom łzę uronić iednę;
Łzy Rodaków niemogą obrażać nikogo,
Tryumf ogólney Sprawy, zapłacili drogo.

Kiedy cnotliwy Druzus (1) Nadzieia Oyczyzny,
I pogromca Germanów poległ od trucizny;
Płakał go Rzym, niedbaiąc na zakazy Brata,
Który był sprawcą zgonu, i wraz Panem Swiata;
Płakały go Narody, a Królowie sami,
Urnę czci godnych zwłoków poświęcili łzami.

O Ty! coś równych godzien z Germanikiem hołdów,
Potomku Jagiellonów, kroplo z krwie Witoldów,
Którego Cnoty, Męztwo, pełne zasług Imie,
Tak są u nas przytomne, iak tamtego w Rzymie:
Poniatowski! ieżeli w Niebianów zaciszy,
Duch Twóy na Łonie Bóstwa głos śmiertelnych słyszy;
Jeśli związek z Oyczyzną za grobem nie ginie,
Łzy Narodu całego racz przyiąć w daninie:
Niechay te łzy ronione nad wielkością straty,
Na Grobie pożyczonym służą Ci za kwiaty.
Niechay staną za wieczną skargę przeciw Niebu,
Że Ci na Oyców Ziemi odmawia pogrzebu
Niestety! po dwa razy ten ią zaszczyt miia,
Nie mogła przykryć, zwłoków, Synowca, i Stryia.
Każdy się w niey przez wielkie zalecił usługi:
Jeden Polszcze dał światło, walczył za nią Drugi;
Panuiący, skażone naprawił Ustawy,
Synowiec, Młodź Woienną sposobił do Sławy.
Dobry Król chciał naylepiey, lecz nie zawsze w mocy
Żeglarza, schronić okręt przed wichrem północy.
Skołatany troskami, zostawił sierotą,
Tron Piastów, Narod Mężny, i Synowca z Cnotą.
W lat kilka, wiatr przyiazny wionął od Zachodu,
Poszedł za nim Woiownik, z Woiowników Rodu:
Bił się o byt Oyczyzny, zginął za Nadzieie,
A zgonem Bohatyra uświetnił Jey Dzieie.

Kiedy wpośród niewiary, nieładu i szwanków,
Resztą swoich osłania uchodzących Franków,
Tu mu śmierć, tam niesława stanęły na drodze,
Obrał tę, którą Polscy szli Króle i Wodze.
Śmierć pomiia trwożliwych, do śmiałych się garnie,
Waleczny Jagiellończyk, tak skończył przy Warnie.
Skończyła się podobnie Żołkiewskiego dola,
Wzgardą życia, Cecorskie uszlachetnił pola.

Wodzu Nasz! Twoie mieysce dwakroć iest znaczonem:
Lipsk się pysznić Zwłokami, Elster będzie zgonem.
Piękney śmierci, zazdrościć Rodakowi trzeba,
Któremu obok Ciebie dały umrzeć Nieba:
Ten co nie śmiał ostatniey dzielić chwały z Tobą,
Niech się okryie wstydem— kto nie mógł — żałobą.
Elstero! wydzierając Dobroczyńcy życie,
Tysiące nieszczęśliwych topisz w swem korycie;
Pomieszały się z tobą łzy wszelkiego Stanu:
Domownicy stracili wszystko w dobrym Panu,
Sieroty położone na Dobrodzieystw karcie,
W Nim żyły, w Nim zgubione opłakuią wsparcie;
Woyskowy znaczny wiekiem, Weteran bliznami,
Wyiednany przez Niego, chleb iedzą ze łzami;
Krewni dzielą śmiertelne uderzenie gromu,
Który skruszył, ozdobne szczątki Ciołków Domu,
Przyiaźń w bolach rozpaczy, przeklina trał srogi,
I siebie, że przeżyła Cel uczuciów drogi.
Rząd pod którego mądrym mniey czuiemy styrem,
W Świątyni posępnieyszy żałością niż kirem,.
Położył znak czułości na Rycerza grobie,
Tak szanuiąc w Nim Cnotę, czcił ią, w samym sobie.
Jeśli komu z obecnych niebyła dość znana,
Przemówiła do niego ustami Kapłana.
Mówca ten, który sercem słuchaiących władał,
Licząc Cnoty zmarłego głębszą ranę zadał.
Żal powszechny, od wieków nie żyiące społem
Kościoły, w ten czas z Rzymskim poiednał Kościołem.
I Lud dwoistych wyznań w skromnych Świątnic progu,
Polecał Różnowierce Temu co my Bogu.
Polecali Go Temuż Izraelce smutni,
Przygrywaiąc w Bożnicach na Dawida. Lutni;
Tu Jędze, Wielkich Ludzi nie cierpiące Chwały,
Zazdrość i Potwarz, obie ze wstydu skonały.
Tak się cenią publiczne Urzędnika Cnoty,
Który żył bez zarzutu, umarł bez zgryzoty.

Ach! ieżeli ubocznym cios ten łzy wyciska,
Jakże boleć nie maią, znaiący Go zbliska?
Któż trafniey umiał Zwierzchność z łagodnością godzić.
Zmnieyszyć niesmak odmowy, zasługę nagrodzić?
Czy duma, lub próżnością, uniósł się na chwilę?
Choć Go do nich wabiło pomyślności tyle.
Gdzie iest ów ton grzeczności, usta z sercem w zgodzie,
Ta uprzeymość dziedziczna w Poniatowskich Rodzie!
Próżno ich Ziomek, w Domach nagle wzrosłych szuka,
Dla Panków nowey daty zginęła nauka.
Jeszcze Lud obchodowi, ani pismom wierzy,
Modląc się powątpiewał nawet w sród pacierzy.
Niechay Mara Nadziei przywiązanych mami;
Jeśli się złudzić można, łudźmy siebie sami.
Lecz daremnie, ktokolwiek sobie przypomina,
Niebyła nigdy fałszem zła dla nas nowina;
I tę ostatnia plagę musieliśmy dostać,
Tak chciał Wyrok przywykły nieszczęśliwych chłostać.
Niemasz Wodza — Duch Jego uniósłszy się zwody,
Rzucił ziemię zkrwawioną orężem niezgody.
Już te Gwiazdy, te Krzyże, ten Pałasz, Buława,
Są na dnie — wyszła na wierzch, iedna tylko Sława.
Marcin Molski

No comments: